YouTube na MacLawye® a prawo autorskie i dobre obyczaje w internecie; język internetu.

10 01 2008

Od wczoraj na prawym pasku bocznym można oglądać widget, z którego możecie Państwo wybrać i obejrzeć kilka nagrań video (w jaki sposób, o tym poprzedni wpis)

Pisząc wczoraj o tej nowości na moim blogu, wspomniałem, że otrzymałem zgodę administratora UPRTV na umieszczenie video-felietonu Pana Janusza Korwina Mikke na MacLawye® oraz spodziewam się zgody administratora w-bloga POLITYKA.PL na umieszczenie wykładu Pana Prof. Jerzego Bralczyka. Zgodę taką otrzymałem dzisiaj rano - i obu administratorom bardzo dziękuję. :-)

Budująca jest nie tyle nawet sama zgoda, ale podejście obu Panów administratorów do sprawy i jednoznaczne stanowisko, że pobranie materiału video z YouTube na własnego blog’a, nie wymaga takiej zgody.
Jest dla mnie oczywiste, że swoista “retransmisja” audycji czy filmów video z serwera publicznego YouTube, nie wymaga - w sensie prawnym - zgody autorów na jej publikację na innych stronach internetowych, jeżeli nie narusza zasad ustalonych przez YouTube. Sądzę także, że dopuszczalny jest sprzeciw autora wobec zamieszczenia opublikowanego video na jakiejś konkretnej stronie.

W pewnym sensie, publikując video na serwerze YouTube, autorzy godzą się na kopiowanie ich dzieł. Jednakże to kto i na jaką stronę (a zwłaszcza w jakim celu), nie jest dla autora obojętne i powinno być przedmiotem ochrony prawnej poprzez możliwość sprzeciwu.

Uważam, że skierowanie chociażby e-mailowego pytania o zgodę na skopiowanie video do własnego bloga powinno być zwyczajem; nakazują - w moim odczuciu - tak czynić, elementarne zasady grzeczności, zwłaszcza jeśli kopiuje się wizerunek osoby publicznej.

W związku z opublikowaniem w widgecie na pasku bocznym video-felietonu politycznego Pana Janusza Korwina Mikke, pojawił się jeden komentarz, sugerujący zdjęcie tego felietonu z widgetu, z powodu głoszonych przez JKM poglądów. Komentarz ten skłonił mnie do refleksji i zupełnie odwrotnego wniosku od sugerowanego.

Otóż jeżeli w widgecie, (w którym nie mogę ze względów technicznych zamieszczać więcej niż sześć materiałów video), umieszczony będzie jakikolwiek materiał kopiowany z YouTube, zostanie on także opublikowany w ramach bieżącego postu. Publikowanie video zamieszczonych w widgecie, także w bieżących postach podyktowane jest tym, że z widgetu będą one sukcesywnie usuwane (jak wspomniałem nie może ich być więcej niż sześć), natomiast w postach będą funkcjonowały tak długo jak długo będzie funkcjonował MacLawye®.

Co do moich własnych materiałów video, w postach będę je umieszczał nader rzadko, natomiast wszystkie odnajdziecie Państwo na stronach mojej firmy, na postronach VideoPodcast oraz na stronie MacLawye®’a w YouTube (poza materiałami czysto próbnymi nie ma jeszcze publikacji).

Opublikowanie na MacLawye®’ze materiału filmowego z v-bloga Pana Janusza Korwina Mikke nie jest równoznaczne z całkowitą akceptacją jego poglądów politycznych, czy też tez wygłoszonych w publikowanej audycji.

Nie jest też (jeśli zamieszczona zostaje w widgecie) prowokacją do dyskusji o poglądach autora, czy treści audycji.

Wczoraj z olbrzymiej ilości matriałów video publikowanych w YouTube, wybrałem video-felieton Pana Janusza Korwina Mikke, z szacunku dla awangardowości JKM w zastosowaniu tej formy przekazu przez polityka.

Drugim z wybranych do widgetu materiałów video, był wykład Pana Prof. Jerzego Bralczyka o netykiecie i kreatywności języka.

Tutaj kryterium doboru materiału video był nie tylko szacunek jakim obdarzam Pana Prof. Bralczyka ale i temat wykładu. O ‘netykiecie’ i języku Internetu warto dyskutować.

Chociaż temat ten wykracza poza tematykę określoną w niniejszym blogu, skoro już wykład Pana Profesora Jerzego Bralczyka został na MacLawye® opublokowany, podejmijmy dyskusję o tym gdzie leży granica między kreatywnością językową Internetu a zaśmiecaniem języka.

Niestety wpisy na v-blogu Pana Profesora na YouTube są ograniczone do 500 znaków, a na jego blogu na WordPress’ie pojawiły się jakieś - miejmy nadzieję przejściowe - kłopoty z umieszczeniem komentarza, co mocno ogranicza dyskusję.

(W tym tekście wypada już wpisać komendę >more< w html’u, zatem wybierając poniżej link przeczytaj dalszą część artykułu, przejdziecie Państwo do tekstu o”języku internetu” - który de facto jest moim komentarzem do wykładu Pana Profesora.

Prowadząc tego blog’a już ponad pół roku i pisząc sporo; a zwłaszcza mając świadomość, że blog ten skierowany jest do prawników i M@kowiczów jednocześnie, wciąż mam dylematy językowe.

Z jednej bowiem strony prawnicy w swojej większości w ogóle nie potrafią się posługiwać językiem Internetu (zobacz w tej sprawie zabawny tekst - opublikowany przeze mnie 25 maja 2007 r. jako jeden z pierwszych na blogu), z drugiej zaś M@kowicze, są zazwyczaj profesjonalistami w używaniu Internetu i definicyjne tłumaczenie w tekstach podstawowych pojęć może im się wydawać zabawne.

Samo słowo “blog” jest tak brzydkie, że bym go przez szczypce nie dotknął.

Jednakże zjawisko “blogowania” stało się bardzo popularne i jakoś być nazwane musiało. Pisząc zaś o ‘linkach’, ‘kliknięciu’, ‘poście’ - z całą świadomością używam takiego pojedynczego cudzysłowu, aby podkreślić, że chociaż mam świadomość, że używam tych słów wprost (a więc normalny cudzysłów nie może być zastosowany), to jednak zachowuję do tych słów pewną rezerwę. Te słowa weszły do powszechnego języka użytkowników Internetu i komputerów w ogóle; ale czy weszły już do języka powszechnego, czy można ich “normalnie” używać. Jako człowiek tolerancyjny a zarazem kierujący się w używaniu języka polskiego daleko idącym puryzmem, mam tu wiele dylematów.

Jak można nie mieć dylematów, skoro tłumacząc przez telefon koledze prawnikowi w jaki sposób ma wpisać komentarz do ‘postu’, słyszę:
- a co to jest “post” ?
Kiedy mówię ‘kliknij’ w tytuł artykułu, słyszę:
- co to znaczy ‘kliknąć’ ?
A gdy spokojnie tłumaczę:- najedź kursorem na ten podkreślony tekst w niebieskim kolorze - słyszę:
- a co to jest “kursor” ?

Które zatem ze słów języka Internetu, weszły już do języka powszechnego a które nie, bo przecież przytoczonej rozmowy nie prowadziłem z debilem a z człowiekiem wysokiej kultury i inteligencji (nie obraziłby się, gdybym go nazwał jednak, “internetowym analfabetą”).

Kolejnym zagadnieniem związanym z językową kreatywnością Internetu, jest wybór i zaakceptowanie w języku polskim nowych słów, jeśli dla oznaczenia tego samego pojawiają się rożne. Zupełnie niedawno - tak w Internecie jak i w języku - pojawił się “podcast”. Słowo dla języka polskiego miłe w brzmieniu, mające swój uzasadniony źródłosłów w języku angielskim (n.b. o źródłosłów słowa “podcast” toczy się spór między wielkimi firmami komputerowumi, w tm naszego Appl’a).

Ledwie pojawił się podcast jako przekaz dźwiękowy a już mamy podcast ze strumieniowym przekazem obrazu; czy zatem mamy video-podcast ? I jak to pisać ? Z dużej litery ? Z myślnikiem w środku ? A może VideoPodcast ? Prawdę mówiąc ta ostatnia wersja najbardziej mi się podoba, ale nie umiem wytłumaczyć dlaczego.

Zdaję sobie sprawę, że ostatecznie o wyborze określonego słowa dla oznaczenia nowych zjawisk w przestrzeni internetowej sam język zdecyduje. Ja jednak apeluję do Pana Profesora Jerzego Bralczyka o pomoc. Jeżeli Pan Profesor nie czuje się kompetentny do decydowania; albo - znając Pana Profesora (chociaż nie osobiście) - nie czuje się godny przyjęcia kompetencji do decydowania o tym, jakie słowo i w jaki sposób powinno być z języka Internetu przeniesione do języka polskiego; proszę o przekazanie internetowej społeczności, które z tych słów się Panu Profesorowi najbardziej podoba. Ja osobiście się podporządkuję.

I na koniec o dużych literach w środku wyrazu. Chyba zaczęło się od “e-Maila” chociaż obecnie powszechny jest “e-mail” lub “email” (swoją drogą - to dowód, że język z czasem sam ruguje kreacje języka Internetu - nie użyję zdania “nie przeszkadzaj bo właśnie emailuję do znajomego” a powiem “nie przeszkadzaj redaguję e-Mail” i mimo że piszę “e” powiem “i”).

Duże litery w środku wyrazu i bez myślnika “zaczęły się” bodaj od iMac’a. To my Mac’userzy, posługujemy się iWebem, iTunes’em, iPhoto a cały świat iPodem; i wiemy, że jest to znak rozpoznawczy “naszego Appla”. Ja tę formę polubiłem.

I na koniec, skoro to jest blog MacLaye®’a, to skąd to “®” a nie “r” (bądź “®” po “r”, co byłoby najwłaściwsze, ale niezbyt ładne). Źródłosłów nazwy tego bloga jest oczywisty (i wyjaśniony, choćby w podtytule) a dopóki nie nalegam aby każdy “lawyer” pisał się “lawye®” - taki graficzny żart jest - moim zdaniem - dopuszczalny.Ponieważ Pan Profesor Jerzy Bralczyk w zamieszczonym na początku tej strony wykładzie w formie vifeo, dopuścił używanie w korespondencji e-Mail emotikonów (no to chyba i w artykułach internetowych, to dla Pana Profesora ;-).

Nie umiem dociec skąd wzięło się pisanie Internet z dużej litery i czy to jest poprawne ? Język polski, poza nazwami własnymi, w zasadzie nie używa i nie lubi wielkich liter na początku wyrazu. Mając wątpliwość czy jakiś wyraz bądź zwrot pisać z dużej litery czy z małej, lepiej zdecydować się - moim zdaniem - na małą. Jeśli Internet potraktujemy konwencjonalnie jako nazwę własną, to chyba konsekwentnie powinniśmy pisać Telefonia, a potem Elektryczność; z czasem w tej “wielkoliterowej” ortografii upodobnilibyśmy sie do Niemców.

Kiedy piszemy o konkretnym ministrze sprawiedliwości, powinniśmy pisać Minister Sprawiedliwości Profesor Zbigniew Ćwiąkalski, kiedy jednak piszemy, że minister sprawiedliwości wydał rozporządzenie, piszmy małymi literami, te duże nie są wyrazem szacunku dla urzędu, może co najwyżej bojaźni.

Jeśli ktoś dotrwał do końca tego ‘postu’ - proszę o komentarze i dyskusję o języku Internetu. Przez język Internetu rozumiem język jakim posługują się powszechnie użytkownicy internetu, zaś przez język internetowy, język jakim posługują się programiści pisząc programy dla Internetu (trochę na odwrót niż z językiem prawnym i językiem prawniczym); ale to już kwetia konwencji przyjętej przez środowisko badaczy Internetu a nie języka polskiego ! ;-)


Operacje

Informacja

Jedna odpowiedź do “YouTube na MacLawye® a prawo autorskie i dobre obyczaje w internecie; język internetu.”

14 01 2008
RomeoAD (02:05:30) :

Nie umiem dociec skąd wzięło się pisanie Internet z dużej litery i czy to jest poprawne?[...]

Proces powstania nazwy Internet jest opisany w rozdziale publikacji z 1994 roku o nazwie EFF’s guide to Internet. Polecam lekturę całości pomimo sporego (jak na dokument o sieci) wieku tego dokumentu.

Dodaj komentarz

Możesz wykorzystać te tagi : <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>