Archiwum

Archiwum dla październik, 2009

Poparcie dla Andrzeja Olechowskiego

30/10/2009 Komentarze wyłączone

Zadeklaruj PoparcieSzanowni czytelnicy portalu MacLawie®.pl i widzowie internetowej telewizji MacLawye®.TV – przed dziesięciu laty byłem koordynatorem kampanii prezydenckiej Andrzeja Olechowskiego w Wielkopolsce. Miałem okazję bliżej poznać Dra Andrzeja Olechowskiego i wiem, że jest On bardzo dobrym i kompetentnym kandydatem na urząd Prezyedenta Rzeczypospolitej.

Dr Andrzej Olechowski zadeklarował, że decyzję o kandydowaniu na urząd Prezydenta Rzeczypospolitej uzależnia od oceny społecznego zapotrzebowania na prezentowany przez Niego model prezydentury; prezydentury niezależnej od partii politycznych i ciągłych (i najczęściej kompromitujących Polskę) międzypartyjnej sporów.

Podjęcie odpowiedzialnej decyzji o kandydowaniu w wyborach prezydenckich zapewne jest sprawą trudną. Dlatego liczą się – moim zdaniem – wszelkie przejawy poparcia, jakie potencjalnemu kandydatowi mogą być udzielone. Jest to tym bardziej ważne, że wobec obecnej waśni w Stronnictwie Demokratycznym, które swoimi strukturami i wspólnym programem zamierzało poprzeć Dra Andrzeja Olechowskiego; jego decyzja może być w dużej mierze uzależniona od oceny możliwości zbudowania struktur wyborczych. W 2000 r. takie struktury zostały stworzone; jednak obecne prawo wyborcze znacząco utrudnia udział w wyborach kandydatom obywatelskim. Tej sytuacji mogą – w pewnym stopniu – zaradzić Internauci, popierając kandydata i poprzez sieć tworząc zalążek struktur.

Bardzo zatem proszę aby Ci z Państwa, którzy zaglądają na strony MacLawye®’a zechcieli wypełnić krótką ankietę. Jej wyniki w połowie grudnia przekażę osobiście Dr Andrzejowi Olechowskiemu. Aby wypełnić ankietę wystarczy ‘kliknąć’ w obrazek nad tekstem, albo tutaj >>>

ANKIETA

Dziękuję.

Jerzy Marcin Majewski

adwokat

w sieci: MacLawye® :-)

Andrzej Olechowski w Faktach po Faktach 29 października 2009 r.

30/10/2009 Dodaj komentarz

19:26 TVN 24 Fakty po Faktach – gościem programu był Dr Andrzej Olechowski


Środowisko Platformy Obywatelskiej, to moje środowisko. Jeśli będę kandydował w wyborach prezydenckich 2010 r. zwrócę się do Platformy Obywatelskiej, do członków Platformy i wyborców Platformy o poparcie – powiedział Andrzej Olechowski.

Czytaj: http://olechowski.wordpress.com
Oglądaj:
http://olechowski.tv

Desmond Tutu przygania Donaldowi Tuskowi. Kim jest Desmond Tutu ?

30/10/2009 Dodaj komentarz
Desmond Tutu

Desmond Tutu

Emerytowany anglikański arcybiskup RPA, laureat pokojowej Nagrody Nobla Desmond Tutu zganił premiera Donalda Tuska za usiłowanie – jak to ujął – zmniejszenia wsparcia dla rozwijających się krajów w unijnych negocjacjach o finansowaniu walki z emisjami CO2. (Info onet.pl 29.X.2009)

Dziś Polska jest wśród 50 najbogatszych krajów świata, z PKB na mieszkańca trzy razy większym niż w Chinach i 20 razy większym niż w Mozambiku. Ale nie zawsze tak było. Wiele krajów okazało solidarność z Polską i pomogło odbudować kraj po latach represji i niewłaściwych polityk gospodarczych – wytknął arcybiskup w liście datowanym na 28 października, rozdawanym w kuluarach szczytu UE w Brukseli.

- Pan Tusk powinien to przemyśleć i zaakceptować fakt, że na Polsce ciąży odpowiedzialność udzielenia pomocy innym częściom świata – podkreślił Tutu. Analogiczny apel wystosował pod adresem kanclerz Niemiec Angeli Merkel.

- Merkel i Tusk powinni stanąć ponad wąskimi, zaściankowymi, krajowymi interesami i dostarczyć przywództwa, którego w tej chwili tak bardzo brakuje Unii Europejskiej. Miliony patrzą i czekają. Pokażcie im, że Wam na nich zależy, dajcie nadzieję – wezwał emerytowany hierarcha z Kapsztadu, który wsławił się walką z apartheidem i zabiegał o pojednanie między białymi i czarnymi w RPA.

Unijny szczyt poświęcony jest przyjęciu mandatu na organizowaną w grudniu konferencję klimatyczną w Kopenhadze, co będzie wymagało przezwyciężenia impasu w rozmowach między krajami UE o podziale kosztów wsparcia biedniejszych krajów w walce ze zmianami klimatycznymi. By ograniczyć ciężar finansowy dla Polski, zbudowana przez rząd w Warszawie koalicja nowych państw członkowskich domaga się, by koszty były liczone na podstawie dochodu narodowego brutto albo udziału w pomocy rozwojowej, a nie na podstawie emisji CO2, co jest rozwiązaniem preferowanym przez kraje bogate.

Desmond Tutu jest laureatem Pokojowej Nagrody Nobla, mieszkał w Soweto w Johannesburgu (na jedynej ulicy na świecie, przy której mieszka dwóch laureatów tej nagrody, bowiem vis a vis jest dom Nelsona Mandeli) był m.in. Przewodniczącym Komisji Pojednania po likwidacji w Południowej Afryce apartheidu. Wśród społeczności białych był szanowany, jednak utracił swój autorytet uznając, że Janusz Waluś, (który w 1993 r. zastrzelił czarnoskórego lidera komunistów Chrisa Haniego) nie działał z pobudek politycznych a wyłącznie kryminalnych – (formalną podstawą odmowy ułaskawienia było rzekome nieujawnienie przez Janusza Walusia całej prawdy o zamachu). W rezultacie Janusza Walusia nie objęły dobrodziejstwa Komisji i do dzisiaj odsiaduje on wyrak dożywotnieo więzienia, na które zamieniono mu karę śmierci. W opinii wielu obserwatorów, czyn Janusza Walusia uratował Południową Afrykę przed wojną domową.

Hani zginął zastrzelony w Wielki Piątek w 1993 r. przed swoim domem na przedmieściu Johannesburga, Chris Hani uważany był za jednego z najważniejszych przywódców czarnej większości. Negocjowali oni właśnie z białym rządem warunki demontażu apartheidu i przejęcia władzy w kraju.

Wiadomo było, że nowym przywódcą kraju zostanie Nelson Mandela, ale uwielbiany przez murzyńską biedotę Hani uważany był za jednego z najpoważniejszych kandydatów do roli dziedzica tronu. Był nie tylko jednym z przywódców Afrykańskiego Kongresu Narodowego, ale także sekretarzem generalnym partii komunistycznej.

Janusz Waluś zabił go, gdy ten wracał z córką ze świątecznych zakupów. Hani wyszedł z samochodu, by otworzyć garaż. – Nie chciałem strzelać mu w plecy, więc zawołałem: Mister Hani! – zeznawał w sądzie.

Trafił go dwiema kulami – w głowę i brzuch. Dla pewności dobił leżącego w kałuży krwi Haniego dwoma strzałami w skroń.

Celem mordu było storpedowanie rokowań ws. likwidacji apartheidu prowadzonych przez białego prezydenta Frederika de Klerka oraz przywódców ANC. Na wieść o zabójstwie swojego idola, biedota z murzyńskich przedmieść miała wywołać powstanie. A dowodzone przez białych wojsko, policja i służby bezpieczeństwa nie miałyby innego wyjścia, jak wprowadzić stan wyjątkowy.

Waluś, który wyjechał z Polski w 1981 r. jeszcze przed wprowadzeniem stanu wojennego, twierdził, że zabił Haniego, by ratować RPA przed komunizmem. Twierdził też, że choć o konieczności zamachu i powstrzymania demontażu apartheidu mówili mu przywódcy skrajnej prawicowej i białej Partii Konserwatywnej, to na pomysł zabicia Haniego wpadł sam.

Nie próbował nawet uciekać. Wraz z nim zatrzymany został jego polityczny mentor, jeden z przywódców obozu obrońców apartheidu Clive Derby-Lewis. Od niego poza ideowym instruktażem Waluś dostał także pistolet.

Jesienią 1993 r. obaj zostali skazani na śmierć. Kiedy w RPA zniesiono karę śmierci, wyrok zamieniono na dożywocie.

Po raz pierwszy próbowali odzyskać wolność przed Komisją Prawdy i Pojednania. Komisja powołana do rozrachunku z apartheidowską przeszłością w zamian za ujawnienie zbrodni przez ich wykonawców mogła udzielać im łaski. I choć ułaskawiła wielu zabójców z politycznych pobudek bądź rozkazów, prośbę Walusia i Derby-Lewisa odrzuciła pod koniec lat 90.

Komisja orzekła, że nie spełnili oni podstawowego warunku ułaskawienia – nie wyjawili całej prawdy o spisku. Nie okazali skruchy i w niczym nie przyczynili się do dzieła ujawnienia prawdy i narodowego pojednania. Adwokaci zamachowców zaskarżyli wyrok, ale sąd odrzucił także ich apelację.

O Afryce pamiętaj

29/10/2009 Komentarze wyłączone

O Afryce pamietaj...

O Afryce pamietaj...

This movie requires Adobe Flash for playback.

Kategorie:AKTUALNOŚCI, Afryka

Ponad połowa Polaków nie chce tandemu Tusk-Kaczynśki w wyborach prezydenckich 2010 r.

29/10/2009 Dodaj komentarz

W najnowszym, otwartym sondażu prezydenckim CBOS Andrzej Olechowski wyprzedził Lecha Kaczyńskiego; 43% Polaków opowiada się zdecydowanie za innym kandydatem niż Pan Premier i Pan Prezydent a ponad połowa nie chce tandemu Tusk-Kaczyński.
Tusk, Cimoszewicz i Olechowski faworytami wyborów prezydenckich 2010 r.

29 października 2009 r.

Gdyby wybory prezydenckie odbyły się dziś Donalda Tuska poparłoby 28 procent wyborców, a do drugiej tury wszedłby jeszcze Włodzimierz Cimoszewicz, którego popiera 18 procent wyborców – wynika z najnowszego sondażu CBOS. Największym zaskoczeniem jest jednak wyjątkowo dobry wynik Andrzeja Olechowskiego – z 15 procentami poparcia wyprzedził on Lecha Kaczyńskiego.

W pierwszej piątce znalazła się jeszcze Jolanta Kwaśniewska, którą wskazało 10 procent badanych. Ankietowani odpowiadali na pytanie otwarte – badani sami mieli określić osoby, które najchętniej widzieliby jako kandydatów w wyborach prezydenckich.

Wiadomości Gazety Wyborczej - sondaż CBOS

28 proc. Polaków najchętniej widziałoby premiera Donalda Tuska jako kandydata w przyszłorocznych wyborach prezydenckich, 18 proc. wskazało Włodzimierza Cimoszewicza, a 15 proc. – Andrzeja Olechowskiego – wynika z sondażu CBOS.

Na czwartym miejscu znalazł się prezydent Lech Kaczyński (11 proc. wskazań). 10 proc. badanych wskazało Jolantę Kwaśniewską.

CBOS zadał Polakom pytanie otwarte – badani sami mieli określić osoby, które najchętniej widzieliby jako kandydatów w wyborach prezydenckich. CBOS przeprowadził sondaż w dniach 1-6 października na liczącej 1096 osób reprezentatywnej próbie losowej dorosłych Polaków.

Ponad połowa Polaków nie chce tandemu Tusk-Kaczyński

Fatalny wynik Lecha Kaczyńskiego w otwartym prezydenckim sondażu – przegrał z Donaldem Tuskiem, Włodzimierzem Cimoszewiczem i Andrzejem Olechowskim.

W październikowym sondażu CBOS spytał o kandydatów na prezydenta, nie sugerując żadnych nazwisk. W takim badaniu bezapelacyjnie wygrał Donald Tusk – 28 proc. wskazań. Drugi – mimo licznych deklaracji, że nie będzie kandydował – był senator Włodzimierz Cimoszewicz (18 proc.), a trzeci – Andrzej Olechowski (15 proc.).

Dopiero czwarte miejsce – z 11 proc. – przypadło Lechowi Kaczyńskiemu. Prezydent jest tuż przed Jolantą Kwaśniewską (10 proc.).

Kaczyński nie tylko nie przyciąga wyborców PO, SLD i PSL, ale okazuje się słabym kandydatem także dla wielu zwolenników PiS – wskazuje go zaledwie 55 proc. z nich.

Cimoszewicz ma poparcie w elektoracie każdej partii – w PO większe niż marszałek Bronisław Komorowski i szef MSZ Radosław Sikorski, w PSL – większe niż Waldemar Pawlak, a w PiS niemal dorównuje Zbigniewowi Ziobrze.

Wśród wymarzonych kandydatów badani wymieniali też Sikorskiego (5 proc.) i Komorowskiego (4 proc.). Tyle samo, co na marszałka Sejmu, wskazało na Aleksandra Kwaśniewskiego (nie może kandydować, ponieważ był już dwukrotnie prezydentem) i Lecha Wałęsę.

Zaniknął natomiast bohater kilku prezydenckich sondaży Zbigniew Ziobro (PiS), którego wymieniło zaledwie 2 proc. respondentów. Wcześniej zdarzały się badania, w których jako kandydat PiS wypadał lepiej niż Lech Kaczyński.

CBOS zrobił też symulację drugiej tury. W każdej konfiguracji wygrywa w niej Tusk – z Kaczyńskim 66 do 26 proc. (reszta to niezdecydowani), z Olechowskim 52 do 39 proc., a z Cimoszewiczem 48 do 41 proc. Z każdym w drugiej turze wyraźnie przegrywa Kaczyński.

Wczoraj prezydencki sondaż opublikowała też “Rzeczpospolita”. Prowadzi w nim Tusk (21 proc.), za nim jest Cimoszewicz (16 proc.) i Kaczyński (12 proc.).

CBOS, 1-6 października, próba reprezentatywna 1096 osób

opublikowano 29 października 2009 r.

Uchwała Mazowieckiej Rady Regionalnej SD z 28 października 2009 r.

29/10/2009 Komentarze wyłączone

Uchwała Mazowieckiej Rady Regionalnej z 28 października 2009 r.

Mazowiecka Rada Regionalna Stronnictwa Demokratycznego konsekwentnie od wielu lat zabiegała o odnowę SD. Uważaliśmy, że Stronnictwo jest zdolne do aktywnego udziału w życiu publicznym i może stanowić realną alternatywę dla funkcjonujących na scenie politycznej partii. Wielokrotnie w swoich uchwałach negatywnie ocenialiśmy działalność ówczesnych władz Stronnictwa, a w szczególności p.o. Przewodniczącego Krzysztofa Góralczyka. Wypowiadaliśmy się za zwołaniem Kongresu, na którym wybrane zostaną nowe władze zdolne do zdefiniowania i realizacji programu odbudowy pozycji SD. Wnioskowaliśmy także o skrócenie kadencji wszystkich władz Stronnictwa i poprzedzenie Kongresu pełną kampanią sprawozdawczo-wyborczą.
Nasze uchwały wywołały w 2008 roku dyskusję wewnątrz Stronnictwa. Początkowo, była ona nacechowana negatywnym podejściem przede wszystkim ze strony ówczesnego kierownictwa Rady Naczelnej. Wyrażało się to m.in. uchwałami Rady Naczelnej uchylającymi uchwały Rady Mazowieckiej i zagrożeniem jej rozwiązania. Stopniowo jednak, w miarę potwierdzania się ocen i opinii formułowanych przez Mazowiecką Radę i widocznego zaniku jakiejkolwiek działalności publicznej Stronnictwa zwyciężył pogląd o konieczności zmian. Zostało to potwierdzone decyzją o zwołaniu w lutym 2009 roku XXII Kongresu Nadzwyczajnego i wyborem Pawła Piskorskiego na funkcję Przewodniczącego SD.
Od tego momentu Stronnictwo ulegało szybkim, pozytywnym przemianom.
Po pierwsze – dzięki wysiłkom Przewodniczącego, Stronnictwo po latach milczenia powróciło do aktywnej obecności w debacie publicznej.
Po drugie – nastąpił znaczący wzrost liczby członków SD – nie mający precedensu w skali minionych kilkunastu lat.
Został stworzony fundament do udziału Stronnictwa w wyborach samorządowych, prezydenckich i parlamentarnych.
Kontynuacja tych działań wymaga jednak podejmowania trudnych decyzji, w tym dotyczących sprzedaży majątku, który od kilkunastu lat jest źródłem osobistych przychodów wąskiej grupy członków SD, a powinien stać się zalążkiem funduszy przeznaczonych na polityczną aktywność SD a zwłaszcza realny udział w wyborach.
Działania podejmowane po XXII Kongresie przez Zarząd Główny na rzecz politycznej rewitalizacji SD przyjmujemy z uznaniem i oceniamy jako właściwe i skuteczne. Nasz wspólny, wielki projekt powrotu SD do realnej polityki nabiera szansę na owocną realizację, ale wywołuje rosnący opór tych, którzy nie chcą zmian.
Aktywizują się grupy członków, które nie chcą odbudowy Stronnictwa. Przeciwnie, chcą zachowania status quo ante. Powrotu do sytuacji z minionych 2-3 lat, tj. całkowitej marginalizacji politycznej. Spadającej liczby członków i spokojnego życia grupki osób faktycznie już od lat uwłaszczonych na majątku partii.
Mazowiecka Rada Regionalna uznaje, że powrót do standardów kierowania partią sprzed XXII Kongresu jest niedopuszczalny i stanowi zagrożenie dla przyszłości SD. Może definitywnie zamknąć drogę rozwoju Stronnictwa i skutecznie zablokować zmiany, których członkowie SD oczekują.
Dlatego zwracamy się do odpowiedzialnych członków, tych którzy mają wieloletni staż członkowski, jak i tych którzy od niedawna są naszymi partyjnymi kolegami, by przeciwstawili się powrotowi do stanu „niby partii”, która nigdy już nie zdoła powrócić do życia publicznego i pozostanie jedynie masą upadłościową, z której korzysta kilku uwłaszczonych na niej działaczy.

Rada Mazowiecka wspiera Przewodniczącego SD Pawła Piskorskiego i Zarząd Główny SD w działaniach na rzecz politycznego otwarcia Stronnictwa. Od władz SD oczekujemy odważnego kontynuowania przemian, które zapoczątkował XXII Nadzwyczajny Kongres Stronnictwa.

Przewodniczący
Mazowieckiej Rady Regionalnej
Stronnictwa Demokratycznego
/-/ Marek Nowakowski

Włodzimierz Cimoszewicz: Poprę tego kto wygra z Kaczyńskim !

29/10/2009 Komentarze wyłączone

Rozmowa Anity Werner (TVN 24) i Pawła Sienickiego z Włodzimierzem Cimoszewiczem

„Polskie nagrania” są wciąż najpotężniejszą siłą w polskiej polityce?

To nie jest najlepszy temat do żartów, bo to, co dzieje teraz w Polsce, wcale nie jest śmieszne. Jestem tym zbulwersowany.

Dlaczego?

Mamy problem. Za dużo służb specjalnych uzyskało zbyt daleko idące uprawnienia, przy jednocześnie zbyt niskim poziomie ich kontroli. Gołym okiem widać, że nie ma odpowiedniego nadzoru nad służbami.

Premier nie panuje nad nimi?

Wiele na to wskazuje. Nie ma odpowiedniego nadzoru nad służbami. To efekt złych decyzji politycznych, czasami propagandowych.

To znaczy?

Choćby powołanie CBA. Chciano zademonstrować, jak się walczy z korupcją, zamiast wzmocnić odpowiedni pion w policji. De facto wyjęto ją spod realnej kontroli niezbędnej w praworządnym państwie. To działo się bez wyobraźni i rozsądku.

Akurat korupcja w Polsce jest problemem, szukano więc recept.

Tylko że skuteczność zwalczania zagrożeń zależy od koordynacji, a nie od wielości służb. Popatrzcie na Amerykanów. Po 11 września stworzyli departament bezpieczeństwa wewnętrznego i wyposażyli go w uprawnienia nadzorcze wobec wszystkich służb specjalnych USA. Sami stwierdzili, że zbyt wiele nienadzorowanych skutecznie służb nie spełnia swoich zadań. My robimy dokładnie odwrotnie.

Polscy politycy dają się uwieść służbom?

Tak. Wielu polityków, którzy trafiają na wysokie stanowiska, po raz pierwszy spotyka się z tym, o czym czytali w książkach sensacyjnych. I dają się tym oczarować. Sam coś o tym wiem. Poczułem, jak to jest być oszałamianym tą atmosferą tajnych służb.

Służby specjalne manipulują politykami niezależnie od opcji?

Przynajmniej próbują. Mieliśmy wyścig w tworzeniu nowych służb i teraz we własnym kraju nie możemy czuć się bezpiecznie, bo nasze elementarne prawa nie są dobrze chronione.

Pan był podsłuchiwany?

Kilkanaście lat temu na pewno. Takie fakty miały miejsce w Białymstoku.

Czy ówczesny szef tamtejszej delegatury UOP Krzysztof Bondaryk o tym wiedział?

Nie mógł o tym nie wiedzieć.

Obecny szef ABW stał za podsłuchiwaniem Pana?

Kiedy półtora roku temu został szefem ABW, przysłał mi list, w którym zapewniał mnie, że takie fakty nie miały miejsca. Pozwolę sobie pozostać przy swojej ocenie.

Dziś ma Pan zaufanie do służb, na czele których stoi Krzysztof Bondaryk?

Mam ograniczone zaufanie do wszystkich służb specjalnych, nie tylko tej. Na marginesie, to powinna być zasada powszechnie stosowana. Dzwonek alarmowy już słychać.

Bondaryk powinien być nadal szefem ABW?

Wielu ludzi, do których mam zaufanie, uważa go za państwowca, poważnego, solidnego człowieka. Być może tak jest, być może ja się mylę.

Pana wciąż boli to, co się wydarzyło 4 lata temu?

Boli.

Ale co?

To, że z taką łatwością można było w drodze ewidentnego przestępstwa manipulować jedną z najważniejszych procedur demokratycznego państwa – wyborami prezydenckimi. To, że z całą brutalnością atakowano moją rodzinę. To wreszcie, że obok awanturniczych polityków brała w tym udział ogromna część mediów i dziennikarzy.

Ma Pan żal do mediów?

Jestem rozczarowany. Dziennikarze nie zachowali się wtedy rzetelnie.

To jak powinni?

Dajecie się manipulować. Wielu z was dla swoich osobistych sympatii politycznych i interesów redakcji zbyt łatwo zapomina o obowiązku rzetelności zawodowej.

Służby specjalne manipulują też mediami?

Niewątpliwie takie fakty miały miejsce. Ciągle powtarzające się przecieki tajnych informacji są także dzisiaj pośrednim dowodem takiej praktyki.

Ma Pan na to dowody?

Przecież rząd Pawlaka został obalony przez jeden z tygodników, który opublikował informacje wprost pochodzące od służb.

Jak zachował się Donald Tusk, kiedy przyszedł do niego Mariusz Kamiński z informacjami o aferze hazardowej?

Powinien natychmiast zadzwonić do ministra sprawiedliwości, zaprosić go do siebie i powiedzieć: „Panowie teraz mają sobie coś do powiedzenia”. I nie dawać się wciągać w taką dwuznaczną sytuację.

Tusk popełnił błąd?

Oczywiście, powinien zawiadomić natychmiast prokuraturę. Ten sam błąd kiedyś popełnili Michnik i Miller, gdy Rywin przyszedł do Agory z korupcyjną propozycją.

Premier dobrze rozwiązał ten hazardowy kryzys?

Generalnie tak. Zademonstrował stanowczość i odniósł sukces, bo opinia publiczna to zaakceptowała.

I teraz komisja śledcza wyjaśni aferę hazardową?

Niczego nie wyjaśni, nie mam złudzeń.

Dlaczego?

Żenujący poziom kultury politycznej, brak poczucia odpowiedzialności i skrajne partyjniactwo sprawiają, że nikogo w rzeczywistości nie interesuje prawda. Chodzi jedynie o doraźne korzyści propagandowe. To będzie spektakl. W Polsce partie polityczne gotowe są zatłuc się na śmierć.

Pan jest rozczarowany rządami Platformy?

Na pewno więcej obiecywali, niż dotrzymali. Sprawa hazardowa utwierdziła mnie, że nie ma środowiska politycznego odpornego na pokusy i załatwiaczy.

PO straciła odporność?

Na pewno straciła cnotę. Ale mam nadzieję, że wróci na dobrą drogę, bo nie ma dziś alternatywy dla PO.

Pan ufa Donaldowi Tuskowi?

Trochę tak, trochę nie.

Dlaczego?

Dosyć słabo go znam. W przeszłości zdarzało się, że oceniałem go krytycznie. Miewałem wrażenie, że jest młodzieńczo nieodpowiedzialny.

Tusk ulega pokusie politycznego PR?

To mnie akurat nie razi. Nie może być gorzej niż za czasów czapki marynarskiej. Wtedy to był wyłącznie PR.

Przyganiał kocioł garnkowi. Pan sam był elementem PR rządu Tuska.

Kiedy?

Choćby wtedy, gdy był Pan wymieniany jako przyszły minister rządu Tuska.

To akurat więcej mówi o polskim dziennikarstwie niż o mnie. Siedziałem sobie spokojnie w sejmowej restauracji, a w TVN 24 słyszę, że trwają rozmowy na szczycie Cimoszewicz – Tusk, że się przedłużają, dlatego opóźnia się konferencja prasowa premiera.

Premier nic Panu nie proponował?

Nic. Spotkałem się z nim, żeby podziękować za półroczną, ciężką batalię o stanowisko szefa Rady Europy.

Ale przecież ta propozycja kandydowania dla Pana była wybiciem zębów lewicy, naprawdę nie czuł się Pan potraktowany instrumentalnie?

Przyjąłem propozycję rządu zostania kandydatem Rzeczpospolitej, a nie PO. Nie doszukuję się złych intencji. Nie zgadzam się też z taką ocena. Mądra reakcja lewicy powinna polegać na jednoznacznym poparciu takiej propozycji.

Usłyszał Pan od ludzi lewicy, że jest Pan zdrajcą?

Nikt nie miał śmiałości powiedzieć mi tego w twarz. Wiem jednak, że tego typu głupstwa opowiadano w Europie.

I jaki ma Pan teraz plan?

Wiele, chce dokończyć kadencję w Senacie.

Będzie Pan teraz łączył ludzi lewicy i PO?

To nie ja powinienem łączyć. Zdolność do współpracy powinna wynikać z rzeczywistego poczucia odpowiedzialności za polskie sprawy. Przynajmniej jedna trzecia dzisiejszych zwolenników PO głosowała na SLD. Dawni liberałowie, twórcy sukcesu liberalno-demokratycznego, boją się jednak dziś określenia „liberał” i wyłącznie podkreślają swoją prawicowość. Z drugiej strony, ta najsilniejsza ze słabych formacji lewicowych, czyli SLD, postanowiła w społeczeństwie, które jako całość odnosi sukces, stać się rzecznikiem rzekomej klęski. Jest to zdumiewające, bo lewica ma naprawdę swój istotny udział w tym narodowym sukcesie. Te okręty, przynajmniej w retoryce, płyną w zupełnie innych kierunkach i oddalają się od siebie.

To źle?

W przypadku lewicy to jest dramatyczny błąd. Lewica coraz bardziej wciska się do zawężającego się narożnika, w którym ma coraz mniejszą swobodę jakiegokolwiek ruchu.

Czuje się Pan jak atrakcyjna panna na wydaniu z dużym posagiem?

Nie.

Przecież jest Pan namawiany do startu w wyborach prezydenckich.

Znajomy senator PO mówi mi, że powinienem kandydować, bo jego rodzina zobowiązała go do powiedzenia mi tego. Później mówi mi to samo senator PiS. W Sejmie zaczepia mnie posłanka i mówi, że gotowa jest organizować mi sztab wyborczy. Na stacji benzynowej dwóch facetów przerywa tankowanie, żeby mi powiedzieć, że muszę kandydować. I tak wszędzie.

I co Pan na to?

Moje stanowisko jest znane. Nie mam takich planów.

Naprawdę nie kręci Pana, że jest Pan jedynym politykiem, który może rywalizować z Donaldem Tuskiem?

Moje doświadczenia zniechęcają mnie do decyzji na tak. Zresztą bądźmy realistami, wyborów prezydenckich nie wygrywa się bez armat. Potrzebne są spore pieniądze i zorganizowane zaplecze. A ja dziś w polityce jestem singlem.

Dobre sondaże, namowy do kandydowania nie łechcą Pana ambicji?

Zdarzało mi się w życiu, że jakiś awans zaspokajał moją próżność i sprawiał mi satysfakcję. Ale teraz nie odczuwam już takiej siły napędowej. Zresztą jak ciągle widzę te sondaże, to muszę się sam utwierdzać w postanowieniu, że nie mam takich planów.

Startują Tusk, Kaczyński, Olechowski, Napieralski. Kto ma Pana głos?

Ten, kto ma największą szansę sprawić, żeby Lech Kaczyński nie był ponownie prezydentem.

Często się spotykacie z Aleksandrem Kwaśniewskim?

Czasami siadamy jak dwaj emeryci przy herbacie. Choć ciągle jesteśmy w wieku przedemerytalnym (śmiech). Komentujemy sytuację na lewicy i widzimy to zupełnie identycznie.

I krokodyle łzy spływają do tej herbaty?

Dlaczego krokodyle? Przecież jesteśmy ojcami tej formacji. Czujemy się dziś współwinni, że nie potrafiliśmy zagwarantować temu środowisku godnych następców.

Lewica jest spaloną ziemią?

Nie widzę żadnych kiełkujących ziarenek. Ale to się kiedyś zmieni. Podobnie było w wielu innych krajach. W Wielkiej Brytanii Partia Pracy 14 lat czekała na Tony’ego Blaira.

Czyli lewica w Polsce czeka na swojego Tuska?

W jakimś sensie tak (śmiech). Tylko że Tusk miał wszystko na talerzu.

I co teraz?

Jadę do puszczy, mam nadzieję, że będzie trochę słońca, żeby złapać jesień do aparatu. A poza tym muszę jeszcze skończyć szafki.

Szafki?

Robię szafki w kuchni, bardzo to lubię. Wzbudza to też entuzjazm mojej żony. Poprosiłem stolarza o kosztorys, wycenił na 10 tys. zł. Powiedziałem mu, że chyba zwariował, że nie każdy polityk jest złodziejem, więc robię te szafki sam.

Prezydent “nie wiem”

28/10/2009 Komentarze wyłączone

Aż 39 proc. wyborców nie ma swego kandydata. Zaś najpopularniejszy polityk, premier Donald Tusk, ma poparcie zaledwie 21 proc. badanych.

Na drugim miejscu w sondażu GfK Polonia jest Włodzimierz Cimoszewicz z 16–procentowym poparciem, na trzecim Lech Kaczyński – 12 proc., a na czwartym Andrzej Olechowski – 5 proc. poparcia.

Prezydent „nie wiem”

Najbardziej sensacyjny jest jednak fakt, że aż 39 proc. Polaków, którzy chcą głosować w przyszłorocznych wyborach prezydenckich, nie ma swojego kandydata. I wybiera opcję „nie wiem”, „jakiś inny kandydat” albo wręcz odmawia odpowiedzi. Skąd te rozterki wyborców?

– Z ciągłej wojny pomiędzy PO i PiS oraz między Donaldem Tuskiem a Lechem Kaczyńskim – uważa Norbert Maliszewski, psycholog społeczny z Uniwersytetu Warszawskiego. – Ta walka zapewnia obu partiom stabilizację na scenie politycznej, ale z drugiej strony coraz więcej ludzi ma jej dość i dlatego nie chce głosować na żadnego z tych polityków.

Według Maliszewskiego, wyborcy z utęsknieniem czekają trzeciego kandydata.

–  Niestety, jak dotąd się taki nie pojawił. Ale tę tęsknotę oddaje duża popularność Włodzimierza Cimoszewicza, który na razie przecież niewiele robi i na każdym kroku podkreśla, że nie ma zamiaru kandydować – mówi psycholog społeczny. – Gdyby wystartował, mógłby sprawić wszystkim niespodziankę, bo część wyborców PiS będzie wolała poprzeć postkomunistę niż lidera wrogiego obozu.

Źródło: Życie Warszawy

MacLawye®.TV – live

28/10/2009 Komentarze wyłączone

TV-live

CBA przeciwko poznańskiej adwokat

28/10/2009 Dodaj komentarz

gp

Poznańska adwokat Beata O. podejrzana o płatną protekcję. Za 200 tys. zł obiecywała pomoc jednemu z komorników.

Trzymana wtajemnicy operacja specjalna (tak nazywa ją Centralne Biuro Antykorupcyjne) zakończyła się w ostatni czwartek przed jedną z restauracji w pobliżu Kalisza. Funkcjonariusze CBA zatrzymali poznańską adwokat Beatę O. chwilę po przyjęciu 100 tys. zł łapówki. Pieniądze były znaczone, a ich przekazanie sfilmowano. – To była druga transza łapówki. W sumie Beata O. przyjęła 200 tys. zł – mówi rzeczniczka poznańskiej prokuratury Magdalena Mazur-Prus.

Śledztwo rozpoczęło się, gdy do CBA zgłosił się komornik ukarany przez komisję dyscyplinarną. Jego odwołanie miał rozpatrzyć jeden z warszawskich sądów. Wtedy Beata O. miała zaproponować pomoc w korzystnym rozstrzygnięciu. Twierdziła, że ma w sądzie wpływowych znajomych.

Komornik nie chciał płacić. Razem z CBA przygotował więc prowokację. Mimo mocnych dowodów, Beata O. nie przyznaje się do winy. Sama jednak złożyła wniosek o skreślenie z listy Okręgowej Rady Adwokackiej w Poznaniu. Wcześniej prokurator zawiesił ją w wykonywaniu zawodu. Na wolność Beata O. wyszła po wpłaceniu 400 tys. zł kaucji.

Komentarz MacLawye®’a:
Od ponad tygodnia w Polsce toczy się debata (albo coś w rodzaju debaty, sprowadzone jak zwykle do kłótni między PO i PiS’em) o granicach dopuszczalnej działalności służb specjalnych. Sprawa poznańskiej adwokat Beaty O. znana jest MacLawye®’owi jedynie z dzisiejszej notatki prasowej (o ile zespół MacLawye®’a pozyska jakieś dodatkowe informacje zamieścimy dodatkowy komentarz). Trudno oprzeć się wrażeniu, że akcja CBA skierowana przeciwko adwokatowi, wpisuje się w jakiś sposób w ostatnie zamieszanie wokół służb i rywalizację między służbami. Skoro CBS aresztuje w Warszawie znanego gangstera, to CBA musi pokazać, że jest służbą skuteczną. I pokazuje. Ujawnienie niedawno faktu podsłuchiwania przez CBA dziennikarzy oraz obecna akcja przeciwko adwokatowi prowadzi do smutnej refleksji, że w Polsce nie zdziwi nikogo, jeśli służby zaczną zakładać podsłuchy w konfesjonałach.