Archiwum

Archiwum kategorii ‘Wydarzenia’

Poparcie dla Andrzeja Olechowskiego

30/10/2009 Komentarze wyłączone

Zadeklaruj PoparcieSzanowni czytelnicy portalu MacLawie®.pl i widzowie internetowej telewizji MacLawye®.TV – przed dziesięciu laty byłem koordynatorem kampanii prezydenckiej Andrzeja Olechowskiego w Wielkopolsce. Miałem okazję bliżej poznać Dra Andrzeja Olechowskiego i wiem, że jest On bardzo dobrym i kompetentnym kandydatem na urząd Prezyedenta Rzeczypospolitej.

Dr Andrzej Olechowski zadeklarował, że decyzję o kandydowaniu na urząd Prezydenta Rzeczypospolitej uzależnia od oceny społecznego zapotrzebowania na prezentowany przez Niego model prezydentury; prezydentury niezależnej od partii politycznych i ciągłych (i najczęściej kompromitujących Polskę) międzypartyjnej sporów.

Podjęcie odpowiedzialnej decyzji o kandydowaniu w wyborach prezydenckich zapewne jest sprawą trudną. Dlatego liczą się – moim zdaniem – wszelkie przejawy poparcia, jakie potencjalnemu kandydatowi mogą być udzielone. Jest to tym bardziej ważne, że wobec obecnej waśni w Stronnictwie Demokratycznym, które swoimi strukturami i wspólnym programem zamierzało poprzeć Dra Andrzeja Olechowskiego; jego decyzja może być w dużej mierze uzależniona od oceny możliwości zbudowania struktur wyborczych. W 2000 r. takie struktury zostały stworzone; jednak obecne prawo wyborcze znacząco utrudnia udział w wyborach kandydatom obywatelskim. Tej sytuacji mogą – w pewnym stopniu – zaradzić Internauci, popierając kandydata i poprzez sieć tworząc zalążek struktur.

Bardzo zatem proszę aby Ci z Państwa, którzy zaglądają na strony MacLawye®’a zechcieli wypełnić krótką ankietę. Jej wyniki w połowie grudnia przekażę osobiście Dr Andrzejowi Olechowskiemu. Aby wypełnić ankietę wystarczy ‘kliknąć’ w obrazek nad tekstem, albo tutaj >>>

ANKIETA

Dziękuję.

Jerzy Marcin Majewski

adwokat

w sieci: MacLawye® :-)

Andrzej Olechowski w Faktach po Faktach 29 października 2009 r.

30/10/2009 Dodaj komentarz

19:26 TVN 24 Fakty po Faktach – gościem programu był Dr Andrzej Olechowski


Środowisko Platformy Obywatelskiej, to moje środowisko. Jeśli będę kandydował w wyborach prezydenckich 2010 r. zwrócę się do Platformy Obywatelskiej, do członków Platformy i wyborców Platformy o poparcie – powiedział Andrzej Olechowski.

Czytaj: http://olechowski.wordpress.com
Oglądaj:
http://olechowski.tv

Ponad połowa Polaków nie chce tandemu Tusk-Kaczynśki w wyborach prezydenckich 2010 r.

29/10/2009 Dodaj komentarz

W najnowszym, otwartym sondażu prezydenckim CBOS Andrzej Olechowski wyprzedził Lecha Kaczyńskiego; 43% Polaków opowiada się zdecydowanie za innym kandydatem niż Pan Premier i Pan Prezydent a ponad połowa nie chce tandemu Tusk-Kaczyński.
Tusk, Cimoszewicz i Olechowski faworytami wyborów prezydenckich 2010 r.

29 października 2009 r.

Gdyby wybory prezydenckie odbyły się dziś Donalda Tuska poparłoby 28 procent wyborców, a do drugiej tury wszedłby jeszcze Włodzimierz Cimoszewicz, którego popiera 18 procent wyborców – wynika z najnowszego sondażu CBOS. Największym zaskoczeniem jest jednak wyjątkowo dobry wynik Andrzeja Olechowskiego – z 15 procentami poparcia wyprzedził on Lecha Kaczyńskiego.

W pierwszej piątce znalazła się jeszcze Jolanta Kwaśniewska, którą wskazało 10 procent badanych. Ankietowani odpowiadali na pytanie otwarte – badani sami mieli określić osoby, które najchętniej widzieliby jako kandydatów w wyborach prezydenckich.

Wiadomości Gazety Wyborczej - sondaż CBOS

28 proc. Polaków najchętniej widziałoby premiera Donalda Tuska jako kandydata w przyszłorocznych wyborach prezydenckich, 18 proc. wskazało Włodzimierza Cimoszewicza, a 15 proc. – Andrzeja Olechowskiego – wynika z sondażu CBOS.

Na czwartym miejscu znalazł się prezydent Lech Kaczyński (11 proc. wskazań). 10 proc. badanych wskazało Jolantę Kwaśniewską.

CBOS zadał Polakom pytanie otwarte – badani sami mieli określić osoby, które najchętniej widzieliby jako kandydatów w wyborach prezydenckich. CBOS przeprowadził sondaż w dniach 1-6 października na liczącej 1096 osób reprezentatywnej próbie losowej dorosłych Polaków.

Ponad połowa Polaków nie chce tandemu Tusk-Kaczyński

Fatalny wynik Lecha Kaczyńskiego w otwartym prezydenckim sondażu – przegrał z Donaldem Tuskiem, Włodzimierzem Cimoszewiczem i Andrzejem Olechowskim.

W październikowym sondażu CBOS spytał o kandydatów na prezydenta, nie sugerując żadnych nazwisk. W takim badaniu bezapelacyjnie wygrał Donald Tusk – 28 proc. wskazań. Drugi – mimo licznych deklaracji, że nie będzie kandydował – był senator Włodzimierz Cimoszewicz (18 proc.), a trzeci – Andrzej Olechowski (15 proc.).

Dopiero czwarte miejsce – z 11 proc. – przypadło Lechowi Kaczyńskiemu. Prezydent jest tuż przed Jolantą Kwaśniewską (10 proc.).

Kaczyński nie tylko nie przyciąga wyborców PO, SLD i PSL, ale okazuje się słabym kandydatem także dla wielu zwolenników PiS – wskazuje go zaledwie 55 proc. z nich.

Cimoszewicz ma poparcie w elektoracie każdej partii – w PO większe niż marszałek Bronisław Komorowski i szef MSZ Radosław Sikorski, w PSL – większe niż Waldemar Pawlak, a w PiS niemal dorównuje Zbigniewowi Ziobrze.

Wśród wymarzonych kandydatów badani wymieniali też Sikorskiego (5 proc.) i Komorowskiego (4 proc.). Tyle samo, co na marszałka Sejmu, wskazało na Aleksandra Kwaśniewskiego (nie może kandydować, ponieważ był już dwukrotnie prezydentem) i Lecha Wałęsę.

Zaniknął natomiast bohater kilku prezydenckich sondaży Zbigniew Ziobro (PiS), którego wymieniło zaledwie 2 proc. respondentów. Wcześniej zdarzały się badania, w których jako kandydat PiS wypadał lepiej niż Lech Kaczyński.

CBOS zrobił też symulację drugiej tury. W każdej konfiguracji wygrywa w niej Tusk – z Kaczyńskim 66 do 26 proc. (reszta to niezdecydowani), z Olechowskim 52 do 39 proc., a z Cimoszewiczem 48 do 41 proc. Z każdym w drugiej turze wyraźnie przegrywa Kaczyński.

Wczoraj prezydencki sondaż opublikowała też “Rzeczpospolita”. Prowadzi w nim Tusk (21 proc.), za nim jest Cimoszewicz (16 proc.) i Kaczyński (12 proc.).

CBOS, 1-6 października, próba reprezentatywna 1096 osób

opublikowano 29 października 2009 r.

Włodzimierz Cimoszewicz: Poprę tego kto wygra z Kaczyńskim !

29/10/2009 Komentarze wyłączone

Rozmowa Anity Werner (TVN 24) i Pawła Sienickiego z Włodzimierzem Cimoszewiczem

„Polskie nagrania” są wciąż najpotężniejszą siłą w polskiej polityce?

To nie jest najlepszy temat do żartów, bo to, co dzieje teraz w Polsce, wcale nie jest śmieszne. Jestem tym zbulwersowany.

Dlaczego?

Mamy problem. Za dużo służb specjalnych uzyskało zbyt daleko idące uprawnienia, przy jednocześnie zbyt niskim poziomie ich kontroli. Gołym okiem widać, że nie ma odpowiedniego nadzoru nad służbami.

Premier nie panuje nad nimi?

Wiele na to wskazuje. Nie ma odpowiedniego nadzoru nad służbami. To efekt złych decyzji politycznych, czasami propagandowych.

To znaczy?

Choćby powołanie CBA. Chciano zademonstrować, jak się walczy z korupcją, zamiast wzmocnić odpowiedni pion w policji. De facto wyjęto ją spod realnej kontroli niezbędnej w praworządnym państwie. To działo się bez wyobraźni i rozsądku.

Akurat korupcja w Polsce jest problemem, szukano więc recept.

Tylko że skuteczność zwalczania zagrożeń zależy od koordynacji, a nie od wielości służb. Popatrzcie na Amerykanów. Po 11 września stworzyli departament bezpieczeństwa wewnętrznego i wyposażyli go w uprawnienia nadzorcze wobec wszystkich służb specjalnych USA. Sami stwierdzili, że zbyt wiele nienadzorowanych skutecznie służb nie spełnia swoich zadań. My robimy dokładnie odwrotnie.

Polscy politycy dają się uwieść służbom?

Tak. Wielu polityków, którzy trafiają na wysokie stanowiska, po raz pierwszy spotyka się z tym, o czym czytali w książkach sensacyjnych. I dają się tym oczarować. Sam coś o tym wiem. Poczułem, jak to jest być oszałamianym tą atmosferą tajnych służb.

Służby specjalne manipulują politykami niezależnie od opcji?

Przynajmniej próbują. Mieliśmy wyścig w tworzeniu nowych służb i teraz we własnym kraju nie możemy czuć się bezpiecznie, bo nasze elementarne prawa nie są dobrze chronione.

Pan był podsłuchiwany?

Kilkanaście lat temu na pewno. Takie fakty miały miejsce w Białymstoku.

Czy ówczesny szef tamtejszej delegatury UOP Krzysztof Bondaryk o tym wiedział?

Nie mógł o tym nie wiedzieć.

Obecny szef ABW stał za podsłuchiwaniem Pana?

Kiedy półtora roku temu został szefem ABW, przysłał mi list, w którym zapewniał mnie, że takie fakty nie miały miejsca. Pozwolę sobie pozostać przy swojej ocenie.

Dziś ma Pan zaufanie do służb, na czele których stoi Krzysztof Bondaryk?

Mam ograniczone zaufanie do wszystkich służb specjalnych, nie tylko tej. Na marginesie, to powinna być zasada powszechnie stosowana. Dzwonek alarmowy już słychać.

Bondaryk powinien być nadal szefem ABW?

Wielu ludzi, do których mam zaufanie, uważa go za państwowca, poważnego, solidnego człowieka. Być może tak jest, być może ja się mylę.

Pana wciąż boli to, co się wydarzyło 4 lata temu?

Boli.

Ale co?

To, że z taką łatwością można było w drodze ewidentnego przestępstwa manipulować jedną z najważniejszych procedur demokratycznego państwa – wyborami prezydenckimi. To, że z całą brutalnością atakowano moją rodzinę. To wreszcie, że obok awanturniczych polityków brała w tym udział ogromna część mediów i dziennikarzy.

Ma Pan żal do mediów?

Jestem rozczarowany. Dziennikarze nie zachowali się wtedy rzetelnie.

To jak powinni?

Dajecie się manipulować. Wielu z was dla swoich osobistych sympatii politycznych i interesów redakcji zbyt łatwo zapomina o obowiązku rzetelności zawodowej.

Służby specjalne manipulują też mediami?

Niewątpliwie takie fakty miały miejsce. Ciągle powtarzające się przecieki tajnych informacji są także dzisiaj pośrednim dowodem takiej praktyki.

Ma Pan na to dowody?

Przecież rząd Pawlaka został obalony przez jeden z tygodników, który opublikował informacje wprost pochodzące od służb.

Jak zachował się Donald Tusk, kiedy przyszedł do niego Mariusz Kamiński z informacjami o aferze hazardowej?

Powinien natychmiast zadzwonić do ministra sprawiedliwości, zaprosić go do siebie i powiedzieć: „Panowie teraz mają sobie coś do powiedzenia”. I nie dawać się wciągać w taką dwuznaczną sytuację.

Tusk popełnił błąd?

Oczywiście, powinien zawiadomić natychmiast prokuraturę. Ten sam błąd kiedyś popełnili Michnik i Miller, gdy Rywin przyszedł do Agory z korupcyjną propozycją.

Premier dobrze rozwiązał ten hazardowy kryzys?

Generalnie tak. Zademonstrował stanowczość i odniósł sukces, bo opinia publiczna to zaakceptowała.

I teraz komisja śledcza wyjaśni aferę hazardową?

Niczego nie wyjaśni, nie mam złudzeń.

Dlaczego?

Żenujący poziom kultury politycznej, brak poczucia odpowiedzialności i skrajne partyjniactwo sprawiają, że nikogo w rzeczywistości nie interesuje prawda. Chodzi jedynie o doraźne korzyści propagandowe. To będzie spektakl. W Polsce partie polityczne gotowe są zatłuc się na śmierć.

Pan jest rozczarowany rządami Platformy?

Na pewno więcej obiecywali, niż dotrzymali. Sprawa hazardowa utwierdziła mnie, że nie ma środowiska politycznego odpornego na pokusy i załatwiaczy.

PO straciła odporność?

Na pewno straciła cnotę. Ale mam nadzieję, że wróci na dobrą drogę, bo nie ma dziś alternatywy dla PO.

Pan ufa Donaldowi Tuskowi?

Trochę tak, trochę nie.

Dlaczego?

Dosyć słabo go znam. W przeszłości zdarzało się, że oceniałem go krytycznie. Miewałem wrażenie, że jest młodzieńczo nieodpowiedzialny.

Tusk ulega pokusie politycznego PR?

To mnie akurat nie razi. Nie może być gorzej niż za czasów czapki marynarskiej. Wtedy to był wyłącznie PR.

Przyganiał kocioł garnkowi. Pan sam był elementem PR rządu Tuska.

Kiedy?

Choćby wtedy, gdy był Pan wymieniany jako przyszły minister rządu Tuska.

To akurat więcej mówi o polskim dziennikarstwie niż o mnie. Siedziałem sobie spokojnie w sejmowej restauracji, a w TVN 24 słyszę, że trwają rozmowy na szczycie Cimoszewicz – Tusk, że się przedłużają, dlatego opóźnia się konferencja prasowa premiera.

Premier nic Panu nie proponował?

Nic. Spotkałem się z nim, żeby podziękować za półroczną, ciężką batalię o stanowisko szefa Rady Europy.

Ale przecież ta propozycja kandydowania dla Pana była wybiciem zębów lewicy, naprawdę nie czuł się Pan potraktowany instrumentalnie?

Przyjąłem propozycję rządu zostania kandydatem Rzeczpospolitej, a nie PO. Nie doszukuję się złych intencji. Nie zgadzam się też z taką ocena. Mądra reakcja lewicy powinna polegać na jednoznacznym poparciu takiej propozycji.

Usłyszał Pan od ludzi lewicy, że jest Pan zdrajcą?

Nikt nie miał śmiałości powiedzieć mi tego w twarz. Wiem jednak, że tego typu głupstwa opowiadano w Europie.

I jaki ma Pan teraz plan?

Wiele, chce dokończyć kadencję w Senacie.

Będzie Pan teraz łączył ludzi lewicy i PO?

To nie ja powinienem łączyć. Zdolność do współpracy powinna wynikać z rzeczywistego poczucia odpowiedzialności za polskie sprawy. Przynajmniej jedna trzecia dzisiejszych zwolenników PO głosowała na SLD. Dawni liberałowie, twórcy sukcesu liberalno-demokratycznego, boją się jednak dziś określenia „liberał” i wyłącznie podkreślają swoją prawicowość. Z drugiej strony, ta najsilniejsza ze słabych formacji lewicowych, czyli SLD, postanowiła w społeczeństwie, które jako całość odnosi sukces, stać się rzecznikiem rzekomej klęski. Jest to zdumiewające, bo lewica ma naprawdę swój istotny udział w tym narodowym sukcesie. Te okręty, przynajmniej w retoryce, płyną w zupełnie innych kierunkach i oddalają się od siebie.

To źle?

W przypadku lewicy to jest dramatyczny błąd. Lewica coraz bardziej wciska się do zawężającego się narożnika, w którym ma coraz mniejszą swobodę jakiegokolwiek ruchu.

Czuje się Pan jak atrakcyjna panna na wydaniu z dużym posagiem?

Nie.

Przecież jest Pan namawiany do startu w wyborach prezydenckich.

Znajomy senator PO mówi mi, że powinienem kandydować, bo jego rodzina zobowiązała go do powiedzenia mi tego. Później mówi mi to samo senator PiS. W Sejmie zaczepia mnie posłanka i mówi, że gotowa jest organizować mi sztab wyborczy. Na stacji benzynowej dwóch facetów przerywa tankowanie, żeby mi powiedzieć, że muszę kandydować. I tak wszędzie.

I co Pan na to?

Moje stanowisko jest znane. Nie mam takich planów.

Naprawdę nie kręci Pana, że jest Pan jedynym politykiem, który może rywalizować z Donaldem Tuskiem?

Moje doświadczenia zniechęcają mnie do decyzji na tak. Zresztą bądźmy realistami, wyborów prezydenckich nie wygrywa się bez armat. Potrzebne są spore pieniądze i zorganizowane zaplecze. A ja dziś w polityce jestem singlem.

Dobre sondaże, namowy do kandydowania nie łechcą Pana ambicji?

Zdarzało mi się w życiu, że jakiś awans zaspokajał moją próżność i sprawiał mi satysfakcję. Ale teraz nie odczuwam już takiej siły napędowej. Zresztą jak ciągle widzę te sondaże, to muszę się sam utwierdzać w postanowieniu, że nie mam takich planów.

Startują Tusk, Kaczyński, Olechowski, Napieralski. Kto ma Pana głos?

Ten, kto ma największą szansę sprawić, żeby Lech Kaczyński nie był ponownie prezydentem.

Często się spotykacie z Aleksandrem Kwaśniewskim?

Czasami siadamy jak dwaj emeryci przy herbacie. Choć ciągle jesteśmy w wieku przedemerytalnym (śmiech). Komentujemy sytuację na lewicy i widzimy to zupełnie identycznie.

I krokodyle łzy spływają do tej herbaty?

Dlaczego krokodyle? Przecież jesteśmy ojcami tej formacji. Czujemy się dziś współwinni, że nie potrafiliśmy zagwarantować temu środowisku godnych następców.

Lewica jest spaloną ziemią?

Nie widzę żadnych kiełkujących ziarenek. Ale to się kiedyś zmieni. Podobnie było w wielu innych krajach. W Wielkiej Brytanii Partia Pracy 14 lat czekała na Tony’ego Blaira.

Czyli lewica w Polsce czeka na swojego Tuska?

W jakimś sensie tak (śmiech). Tylko że Tusk miał wszystko na talerzu.

I co teraz?

Jadę do puszczy, mam nadzieję, że będzie trochę słońca, żeby złapać jesień do aparatu. A poza tym muszę jeszcze skończyć szafki.

Szafki?

Robię szafki w kuchni, bardzo to lubię. Wzbudza to też entuzjazm mojej żony. Poprosiłem stolarza o kosztorys, wycenił na 10 tys. zł. Powiedziałem mu, że chyba zwariował, że nie każdy polityk jest złodziejem, więc robię te szafki sam.

Prezydent “nie wiem”

28/10/2009 Komentarze wyłączone

Aż 39 proc. wyborców nie ma swego kandydata. Zaś najpopularniejszy polityk, premier Donald Tusk, ma poparcie zaledwie 21 proc. badanych.

Na drugim miejscu w sondażu GfK Polonia jest Włodzimierz Cimoszewicz z 16–procentowym poparciem, na trzecim Lech Kaczyński – 12 proc., a na czwartym Andrzej Olechowski – 5 proc. poparcia.

Prezydent „nie wiem”

Najbardziej sensacyjny jest jednak fakt, że aż 39 proc. Polaków, którzy chcą głosować w przyszłorocznych wyborach prezydenckich, nie ma swojego kandydata. I wybiera opcję „nie wiem”, „jakiś inny kandydat” albo wręcz odmawia odpowiedzi. Skąd te rozterki wyborców?

– Z ciągłej wojny pomiędzy PO i PiS oraz między Donaldem Tuskiem a Lechem Kaczyńskim – uważa Norbert Maliszewski, psycholog społeczny z Uniwersytetu Warszawskiego. – Ta walka zapewnia obu partiom stabilizację na scenie politycznej, ale z drugiej strony coraz więcej ludzi ma jej dość i dlatego nie chce głosować na żadnego z tych polityków.

Według Maliszewskiego, wyborcy z utęsknieniem czekają trzeciego kandydata.

–  Niestety, jak dotąd się taki nie pojawił. Ale tę tęsknotę oddaje duża popularność Włodzimierza Cimoszewicza, który na razie przecież niewiele robi i na każdym kroku podkreśla, że nie ma zamiaru kandydować – mówi psycholog społeczny. – Gdyby wystartował, mógłby sprawić wszystkim niespodziankę, bo część wyborców PiS będzie wolała poprzeć postkomunistę niż lidera wrogiego obozu.

Źródło: Życie Warszawy

Olechowski: Poparcie SD nie jest warunkiem niezbędnie koniecznym w podjęciu decyzji o kandydowaniu na urząd Prezydenta RP

28/10/2009 Dodaj komentarz

Andrzej Olechowski komentując zamieszanie wewnątrz Stronnictwa Demokratycznego stwierdził, że w sporze kibicuje Pawłowi Piskorskiemu, którego projekt polityczny jest mu bliski. Olechowski powiedział, że sytuacja w SD będzie miała wpływ na jego decyzję o kandydowaniu w wyborach prezydenckich 2010 r. jednakże poparcie Stronnictwa nie jest warunkiem niezbędnie koniecznym; przypomniał, że w 2000 r. udało mu się stworzyć struktury wyborcze w całym kraju jako kandydatowi obywatelskiemu.

Felieton filmowy Katarzyny Kolendy Zaleskiej w Faktach TVN.

Sędziowie Sądu Partyjnego SD zanim wydali orzeczenie zostali uznani za działających na szkodę partii !!!

26/10/2009 Komentarze wyłączone

Wydaje się, że wojna w SD i zacietrzewienie Pawła Piskorskiego oraz sprzyjających mu działaczy zburzy doskonały projekt budowy na polskiej scenie politycznej trzeciej siły, mogącej być realną alternatywą dla bipolarnego układu PO-PiS. Oceniając tę wojnę “starych działaczy” SD z “piskorczykami” z zewnątrz (nie będąc członkiem SD) chyba należałoby wezwać obie strony do opamiętania się. Dzisiaj zapadło orzeczenie Sądu Partyjnego SD uznające legalność sobotniego posiedzenia Rady Naczelnej SD. Okazuje się jednak, że dla “piskorczyków” orzeczenie to nie jest wiążące, bo… członkowie Sądu Partyjnego SD także – nie wiadomo kiedy – zostali zawieszeni w prawach członków partii. Należałoby przypomnieć Pawłowi Piskorskiemu, że formalne kompetencje Zarządu do zawieszania członków partii są jednak ograniczone i zgodnie ze Statutem SD (§ 14 ust. 1) mogą mieć miejsce jedynie w wypadku szczególnie rażącego i przynoszącego szkodę działania członka SD, jaką szkodę przynieśli partii członkowie Sądu Partyjnego SD przed wydaniem orzeczenia ? MacLawye®’owi wydaje się, że sposób interpretowania Statutu SD przez Pawła Piskorskiego jest zaiste “pisowski” – nic dziwnego, skoro PiSkorski ma te trzy literki w nazwisku :-) . Jest jakaś destruktywna magia w tych trzech literach.

Całość czytaj na http://maclawyer.pl

i tam komentuj.

Zawieszenie członków Rady Naczelnej SD w prawach członków partii najbardziej zaszkodzi Andrzejowi Olechowskiemu

26/10/2009 1 comment

Nieposłusznych PRZYWÓDCY SD członków Rady Naczelnej można by jeszcze zastrzelić.

pisolKomunikat po posiedzeniu Rady Naczelnej Stronnictwa Demokratycznego. Na 24 października br. zwołane zostało posiedzenie Rady Naczelnej Stronnictwa Demokratycznego. W związku z niejasnościami i brakiem przedyskutowania oraz skonsultowania części projektów uchwał przewodniczący SD Paweł Piskorski złożył do przewodniczącego Rady Naczelnej wniosek o zarządzenie przerwy i zwołanie spotkania konsultacyjnego. Następnie zwołał zebranie zarządu głównego i opuścił salę posiedzeń. Podobnie uczyniła znacząca część członków Rady. Zarząd podjął decyzję o zawieszeniu w prawach członka ośmiu członków rady w związku z działaniem na szkodę Stronnictwa Demokratycznego. W wyniku tej decyzji (sic ! –  to statutowy obłęd) Rada Naczelna utraciła możliwość podejmowania prawomocnych decyzji, a jej dalsze obrady były nieformalne.

Tak oto – rozróbą – kończy się pierwszy etap budowy nowej formacji politycznej, polegający na reanimacji umarłej partii pod przewodnictwem człowieka, który nie miał nic do stracenia. Nie twierdzę, że Piskorski nie podniesie się po dzisiejszym pchnięciu nożem, ale będzie mu ciężko. I na nic się zdadzą puszczane w eter informacje, że to banda komuchów sprzeciwiła się dynamicznemu liderowi, nie chcąc stracić posiadanych przywilejów oraz mieszkań w sprzedawanych przez Piskorskiego kamienicach. Ten patent już nie działa.

logomaclawyertext

Rację ma Paweł Piskorski twierdząc, że “starzy działacze” SD, chcieli za wszelką cenę zachować w Stronnictwie władzę, że dostrzegli, iż działania nowego Przewodniczącego SD prowadzą wprost do osłabienia ich pozycji w Stronnictwie a nawet odsunięcia od realnego wpływu na jego losy. Paweł Piskorski zapomina tylko o jednym. “Starzy działacze” SD mieli prawo walczyć o zachowanie swoich pozycji, jeśli czynili to demokratycznie i w oparciu o przepisy Statutu SD.

Prawdą jest, że Paweł Piskorski znalazł metodę na polityczne ożywienie Stronnictwa Demokratycznego; możliwe, że tempo tego “ożywienia” było zbyt szybkie dla “starych działaczy” SD, którzy powierzając przed niespełna rokiem kierownictwo partii Piskorskiemu nie docenili jego zdolności organizacyjnych i swoistej przebojowości politycznej. Za rządów Pawła Piskorskiego w SD podwoiła się (bezmała) liczba członków partii. Nowi członkowie nie przystępowali do Stronnictwa z uwagi na sentyment do jego historii a z uwagi na polityczną aktywność Pawła Piskorskiego właśnie. Analizując ledwie kilka życiorysów młodych, nowych działaczy SD, nie trudno zauważyć, że wielu z nich to dawni działacze Platformy Obywatelskiej a zwłaszcza Młodych Demokratów, którzy bez żalu porzucili dotychczasowe struktury partyjne, z jednej strony z uwagi na “wodzowski” styl uprawiania polityki w PO, z drugiej dla Pawła Piskorskiego właśnie.

Ostry i “sformalizowany” konflikt między “starymi działaczami” SD a nowymi członkami partii był kwestią czasu. Nieporozumienia wewnątrz SD od jakiegoś czasu się pojawiały, ale – jak twierdził jeszcze przed tygodniem Andrzej Olechowski – nie miały “sformalizowanego” charakteru i były zjawiskiem normalnym wobec zmian jakie następowały w Stronnictwie.

W sobotę 24 października 2009 r. odbyło się posiedzenie Rady Naczelnej Stronnictwa Demokratycznego. Jak wynika z przekazanych informacji, Rada Naczelna postanowiła zwołać na 21 listopada 2009 r. Nadzwyczajny Kongres SD w celu odwołania Pawła Piskorskiego z funkcji Przewodniczącego SD, występując jednocześnie do Sądu Partyjnego o jego zawieszenie w prawach Przewodniczącego partii do tego czasu. Rada Naczelna – w zgodzie ze Statutem SD – miała pełne prawo podjąć taką uchwałę, (§ 21 ust. 3 pkt 2 Statutu SD) bez względu na to, czy to się Pawłowi Piskorskiemu podoba czy nie; oraz bez względu na to, czy jest to zgodne z “interesem stronnictwa” jako takiego. Otóż “interes partii” jest kategorią ocenną i zapewne inaczej formułuje go Paweł Piskorski a inaczej “starzy działacze” SD.

Niestety MacLawye® nie ma informacji, czy uchwała Rady Naczelnej Stronnictwa Demokratycznego, o zwołaniu na 21 listopada 2009 r. Nadzwyczajnego Kongresu SD podjęta została przed, czy po przerwie z obradach Rady. W zasadzie nie ma to większego znaczenia dla oceny dalszych działań Pawła Piskorskiego, chociaż nieco komplikuje prawno-statutową interpretację dalszych zdarzeń. Otóż w przerwie obrad Rady Naczelnej SD, Zarząd SD, na wniosek Przewodniczącego “zawiesił” w prawach członków partii ośmiu członków Rady Naczelnej. Formalnie, dwa przepisy Statutu SD (§ 14 i § 30 ust.1), dają Zarządowi SD prawo zawieszenia członka partii, co rodzi ten skutek, że zawieszony członek partii traci swoje funkcje partyjne na czas zawieszenia (§ 14 ust. 2) – (a więc m.in. nie może wykonywać uprawnień członka Rady Naczelnej); jest to wyjątkowe i kuriozalne uprawnienie zarządu partii i wydaje się być wyjątkowym statutowym “bublem”. W istocie bowiem daje Zarządowi SD formalne uprawnienie – z którego Paweł Piskorski skwapliwie skorzystał – do sparaliżowania działań Rady Naczelnej (a więc drugiego po Kongresie statutowego organu władczego partii); wystarczy “zawiesić” członków Rady Naczelnej w trakcie trwania jej obrad aby można było twierdzić, że Rada Naczelna nie może podejmować uchwał. I z taką sytuacją mamy do czynienia. Formalnie, zawieszenie przez Zarząd SD członków partii będących jednocześnie członkami Rady Naczelnej, jest dopuszczalne; jednakże z punktu widzenia swej funkcjonalności kompetencja Zarządu do zawieszania członków Rady Naczelnej w prawach członków partii powinna być wyłączona. A już na pewno powinno to być wyłączone w trakcie trwania obrad Rady Naczelnej. Andrzej Olechowski w przygotowanym dla Stronnictwa Demokratycznego programie “Dołączyć do najlepszych”, który prezentuje na licznych spotkaniach, motywując swoje odejście z Platformy Obywatelskiej krytykuje styl uprawiania polityki przez PO i “wodzowskie” przywództwo Donalda Tuska. Paweł Piskorski, zawieszając członków Rady Naczelnej SD w trakcie trwania jej obrad, przekroczył granice “wodzowskiego” zarządzania partią, postąpił jak fuhrer – (chociaż… w zasadzie nie, bo mógł “nieposłusznych” członków Rady Naczelnej zastrzelić, wówczas na pewno nie podjęliby uchwały i nie byłoby problemu, czy uczynili to przed czy po zawieszeniu ich w prawach członków partii).

Wewnętrzny konflikt w Stronnictwie Demokratycznym w zasadzie nie powinien zaszkodzić Andrzejowi Olechowskiemu w jego zamiarach kandydowania na urząd Prezydenta RP w 2010 r. – tym bardziej, że w 2000 r. Olechowski udowodnił, iż stać go na stworzenie własnych struktur wyborczych. Jednak styl działania Pawła Piskorskiego i swoiste “rozegranie” konfliktu wewnątrz SD, bez wątpienia Andrzejowi Olechowskiemu zaszkodzą. Jego krytyka wobec “wodzowskiego” stylu Tuska nie może być relatywizowana w ocenie działań Piskorskiego; choćby podjętych w słusznej sprawie. Andrzej Olechowski zapowiedział, że w wypadku “odejścia” (czytaj: odwołania) Piskorskiego, odejdzie razem z Piskorskim (widać na działaczach SD, ta deklaracja wrażenia nie zrobiłą); odejście nie oznacza jeszcze rezygnacji z ubiegania się o urząd Prezydenta RP; jednakże należałoby oczekiwać od Olechowskiego jednoznacznej oceny działań Piskorskiego wobec członków Rady Naczelnej SD – a może próby mediacji ???

Paweł Piskorski pewnie się wybroni wewnątrz SD i pozostanie jego Przewodniczącym (choć łatwo mu nie będzie), ale to co zrobił 24 października 2009 r. przejdzie do historii opisującej zasady wewnątrzpartyjnej demokracji.

W wywiadzie dla Gazety Wyborczej (link poniżej) Paweł Piskorski twierdzi, że przy podejmowaniu uchwały o zwołąniu Kongresu SD 21 listopada 2009 r. nie było quorum. Ponoć uchwałę tę podpisało 35 osób. I coś się tutaj nie zgadza. Ze strony www Stronnictwa dowiadujemy się, że Rada Naczelna liczy sobie 60 osób; § 5 ust. 1 Statutu SD określa quorum organów kolegialnych partii na połowę jego składu osobowego. A zatem quorum dla podjęcia przez Radę Naczelną SD uchwały, to 30 osób – skoro 35 głosowało za odbyciem Kongresu SD, to jak mogło nie być quorum ? – (chyba, że Paweł Piskorski nie liczy tych 8 osób, które w międzyczasie Zarząd SD zawiesił – ale o tym już było).

Przeczytaj wywiad z Pawłem Piskorskim na temat wydarzeń w SD w Gazecie Wyborczej >>>

Podyskutuj na forum Gazety Wyborczej >>>

Albo wpisz komentarz poniżej :-)

Olechowski o nielegalnych podsłuchach.

21/10/2009 Komentarze wyłączone

20 października 2009 r. godzina 09:15 TVN 24

Gość Poranny TVN 24
gościem red. Krzysztofa Miecugowa był Andrzej Olechowski

Olechowski wypowiedział się na temat nielegalnych podsłuchów, w nawiązaniu do “afery podsłuchowej”.


AFERA PODSŁUCHOWA

Serwis Niezalezna.pl prezentuje dokumenty z podsłuchów ABW. Ten dokument – jak pisze serwis – ostatecznie kompromituje metody działania ABW oraz jej wiceszefa, Jacka Mąki. Bo podsłuchano całkowicie prywatną rozmowę dziennikarza Wojciecha Sumlińskiego z ojcem. Zapis podsłuchu nie tylko nie został zniszczony, ale odtajniono go na użytek procesu Mąki z “Rzeczpospolitą”.

Podsłuchiwana przez Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego rozmowa odbyła się 29 lipca 2008 r. – na dzień przed próbą samobójczą Wojciecha Sumlińskiego. Dziennikarz, inwigilowany pod pretekstem śledztwa ws. oferowania oficerowi WSI pozytywnej weryfikacji za pieniądze, odebrał połączenie telefoniczne od swojego ojca.

O czym rozmawiał Sumliński z ojcem? “Chcą mi dać areszt” – mówił dziennikarz. Ojciec pocieszał i pytał: “Nie martw się, kiedy ci ten areszt chcą dać?” Dziennikarz odpowiedział, że nie wie. Dodał, że jest w kościele, chce się pomodlić. Prosił, by rodzina się trzymała. W końcu umówił się na spotkanie. I tyle.

Dramatyczna rozmowa, podczas której nie padło ani jedno zdanie, mogące przysłużyć się “śledztwu” agentów ABW, została przez nich nagrana – a jej zapis nie został zniszczony. Co więcej – 22 czerwca 2009 r. stenogram został odtajniony.

Serwis Niezależna.pl publikuje treść dokumentu za wiedzą Wojciecha Sumlińskiego i jego ojca.

Nie dla POPiS’u w 2010 roku

20/10/2009 Komentarze wyłączone

MacLawye® wciąż powtarza, że PO to taki sam PiS tylko ścierwo gorsze; czego najlepszym przykłądem są ostatnie wydarzenia. Okazuje się, że Premier nie wie o tym, że jego służby nagminnie podsłuchują obywateli, jego najbardziej zaufani urzędnicy ocierają się o niejasny lobbing; a reform nie można przeprowadzić, bo….. Pan Prezydent zawetuje.

Podatku liniowego nie ma.

Karta praw podstawowych nie podpisana.

Partia mająca w nazwie “obywatelskość” jest rządzona wodzowsko a o wszystkim decydują biura polityczne (jak za dawnych lat rządów “matki partii”) – nie liczą się obywatelskie przedstawicielstwa i publiczna debata; tylko partyjna błaganadiożnost’ i podporządkowanie partyjnej “egzekutywie” – skąd my to znamy ?