Przyjmuję zakład
Katarzyna Kolenda Zaleska

Przyjmuję zakład
W SLD powszechne jest przekonanie, że Włodzimierz Cimoszewicz byłby świetnym prezydentem Polski, tyle tylko że jest fatalnym kandydatem na prezydenta. Trudno się z tą konstatacją nie zgodzić. Cimoszewicz byłby dobrym prezydentem, bo ma poczucie służby dla dobra państwa, a niekoniecznie dla dobra własnego ugrupowania, którego zresztą od dawna nie ma.
Ma też niepokorność, samodzielność myślenia i niezależność. Niektórzy dodaliby jeszcze, że ma i butę, i arogancję, prezentowaną bez skrępowania pogardę dla głupoty, cynizmu politycznego, cwaniactwa. Ma pewien rodzaj wyższości. I chłód w obcowaniu z ludźmi. Nie zaprzyjaźnia się łatwo, nie jest bratem łatą, który równie dobrze się czuje na politycznych salonach z królami i prezydentami, co na lokalnych dożynkach, gdzie trzeba wypić piwa, zatańczyć, pożartować. A to się w kampanii liczy. Umiejętność obcowania z ludźmi i słuchania ludzi, a nie tylko przemawiania do nich.
Jednak w rodzinnej Hajnówce i na całej Białostocczyźnie Cimoszewicz w cuglach wygrywa wybory, nie zmieniając przecież swojego charakteru. Może więc dałby się wtoczyć w ramy kampanijnej batalii? Pewnie dałby, tylko że nie z SLD ani w imieniu SLD, ani w ścisłej współpracy z SLD.
Wbrew pozorom i wbrew deklaracjom Cimoszewicz wcale nie jest dla SLD kandydatem wymarzonym. Dla SLD jest kandydatem ze wszech miar kłopotliwym. W Sojuszu raczej słychać westchnienie ulgi, gdy po raz kolejny ich niby wymarzony kandydat mówi, że kandydował nie będzie, bo SLD w kampanii musiałby Cimoszewicza popierać bez zastrzeżeń, żeby nie wyjść na idiotów.
A przecież nie mają pojęcia, co ten kandydat może im wywinąć. I na pewno się nie dowiedzą, bo Cimoszewicz nie z tych, którzy by się przed jakimś partyjnym gremium opowiadali. Trudno sobie też wyobrazić, aby Cimoszewicz promował program SLD, skoro od dawna mówi o jałowości intelektualnej tej formacji i infantylizmie w podejmowaniu decyzji.
Nad Cimoszewiczem SLD nie miałoby żadnej kontroli, a sam kandydat prowadziłby kampanię z dala od przykurzonych salek przy ul. Rozbrat w Warszawie (siedziba SLD). Co więcej – SLD pożytku z Cimoszewicza nie miałby także po jego ewentualnym wyborze. Notowania partii raczej nie poszybowałyby w górę – w końcu byłby kandydatem niezależnym, i to przede wszystkim niezależnym od lewicy, którą dobitnie określa jako anachroniczną i pozbawiona jakiejkolwiek wiedzy o współczesnych problemach Polaków. I na koniec “drobna” sprawa – działacze SLD nawet nie mogą liczyć na posady w Kancelarii Prezydenta, a to przecież dla partii jeden z walorów posiadania “swojej” głowy państwa.
Gdy tylko pojawił się w prezydenckich sondażach – bo jeszcze nie tak dawno królowała w nich Jolanta Kwaśniewska – Cimoszewicz natychmiast wyprzedził Lecha Kaczyńskiego. Niedługo może zagrozić Donaldowi Tuskowi.
W sondażach widoczna jest tęsknota za czymś świeżym. Niedawno zwyciężył kandydat bez imienia i nazwiska, pokonując niemal wszystkich rywali razem wziętych. Jednak w realnej polityce cuda zdarzają się rzadko i rzadko zdarza się Barack Obama, człowiek zdolny zjednoczyć wokół siebie czarnych i białych, biednych i bogatych, Latynosów, kobiety i młodzież.
Mogę się założyć, że Cimoszewicz nie wystartuje, podobnie jak Andrzej Olechowski, a przyszłoroczna rywalizacja ograniczy się do znanego od lat pojedynku Tusk – bracia Kaczyńscy.
No i w sumie nie ma się co martwić. Lubimy te przeboje, które dobrze znamy. Trzeba więc przestać marzyć o wyśnionym kandydacie i zaakceptować to, że prezydencka kampania wyborcza niczego nie zmieni.
Katarzyna Kolenda-Zaleska (Fakty TVN)
MacLawye®: Wielce szanowna Pani Redaktor; co do decyzji Andrzeja Olechowskiego – przyjmuję zakład ! Coś mi jednak mówi, że decyzja Andrzeja Olechowskiego będzie pozytywna i zdecyduje się on kandydować w wyborach prezydenckich 2010 r. A że bardzo lubię hazard … to po prostu nie mam wyjścia


Bardzo lubię gry hazardowe. Zwłaszcza elegancką europejską ruletkę w kasynach Nicei. Monte Carlo jest jakieś zbyt snobistyczne. W Afryce regularnie jeżdżę do Sun City. To takie nasze Las Vegas. Burowie byli bardziej purytańscy niż sami purytanie; więc za apartheidu w RPA hazard był zabroniony. To chyba cecha reżimów niezbyt demokratycznych. W komunie też był zakazany. Ale Sun City zostało zbudowane w 









