Archiwa miesięczne: Listopad 2009

Jacek Żakowski: Na naszych oczach (za „Gazetą Wyborczą”).


zakowski150MacLawye® publikuje znakomity i ważny artykuł Jacka Żakowskiego ‚przedrukowując’ go za Studiem Opinii; w nadziei, że dotrze on do szerszego kręgu środowisk prawniczych i przerwie milczenie prawników-praktyków o patologii w postępowaniach przygotowawczych w sprawach karnych (nie tylko tych z aspektem politycznym).

Skończmy z niedomówieniami

„Czy przypadkiem na naszych oczach – zapytał Robert Walenciak w »Przeglądzie« – (…) nie rodzi się afera dotycząca prokuratorów, którzy szantażowali podejrzanych i nakłaniali ich do fałszywych zeznań?”.
Czytam tekst Walenciaka… Przypominam sobie podsumowane przez niego kolejne relacje ze spraw posłanki Małgorzaty Ostrowskiej, posłanki Barbary Blidy, posła Jana Widackiego i widzę oczywistą odpowiedź.
Chciałbym ją zadedykować koalicji PO-SL, rządowi, premierowi i zwłaszcza świeżemu jeszcze ministrowi sprawiedliwości na drugą rocznicę ich rządu. A właściwie chciałbym ją zadedykować wszystkim uczciwym politykom z okazji drugiej rocznicy definitywnego upadku rządów Jarosława Kaczynskiego, Zbigniewa Ziobry i spółki.. Zwłaszcza zaś powinienem ją zadedykować prezydentowi oraz tym uczciwym politykom PiS, którzy wciąż jeszcze spokojnie obserwują i tolerują wyczyny swoich kolegów w tzw. komisji naciskowej. Bo myślę, że w świetle tego, co już teraz wiemy o działaniach prokuratury wobec Ostrowskiej, Blidy i Widackiego, nie da się dalej udawać, że zmiana władzy, jaka się dokonała z grubsza dwa lata temu , była tylko rutynowym przekazaniem pałeczki w demokratycznej sztafecie konkurujących ze sobą partii, ideologii, tradycji i wizji politycznych.
„Za obietnicę wyjścia z aresztu na święta zgodziłem się ześwinić i obciążyłem panią Ostrowską. Celowo i świadomie zeznałem w prokuraturze nieprawdę” – mówi byty policjant, który przez pół roku „walczył o życie”, osadzony w celi z zabójcami. Fałszywe zeznania wymusiła na nim prokuratura.
„Ja bym z diabłem pakt zawarł” – mówi fałszywie oskarżający Widackiego – skazany m.in. za gwałt na 11-latce – Sławomir R., którego przeżycie w więzieniu zależało od tego, jak skutecznie będzie chroniony przed współwięźniami. Teraz R.. wycofał zeznania obciążające Widackiego, bo prokuratura nie dotrzymała obietnic danych w zamian za fałszywe zeznania. Za podobne fałszywe oskarżenie Widackiego przeprosił też Łukasz Z., tzw. mały świadek koronny. Złożył je, gdy prokuratura obiecała mu przeniesienie z więzienia, gdzie siedział razem z przestępcami, których sypał.
Przypadek Blidy był bardzo podobny. Po dojściu PiS do władzy wcześniej aresztowana Alexis oskarżyła ją w zamian za nadzwyczajne złagodzenie kary.
Gdy czas płynie, poznajemy kolejne pikantne szczegóły. Historię pani prokurator, która wypłakiwała się kolegom, że nie chce fałszywie oskarżać Widackiego, ale pękła i przestała płakać, gdy otrzymała awans. Albo zeznania prokuratora, który w sprawie Blidy „zmienił zdanie” po rozmowie z szefem.
Od zmiany rządu minęły dwa lata. Pracuje „komisja naciskowa”, mamy trzeciego prokuratora generalnego. O bezprawiu i nadużyciach w wymiarze sprawiedliwości wiemy już bardzo dużo. Ale żaden z prokuratorów, wymuszających fałszywe zeznania, nie trafił do więzienia ani do aresztu. Żaden nie siedzi na ławie oskarżonych. Żadnemu nawet nie postawiono zarzutów. Ich dawni przełożeni – minister Ziobro i wiceminister Kempa – bez najmniejszych kompleksów brylują wystrojeni w piórka jedynych sprawiedliwych pogromców układu i obrońców sprawiedliwości
Zdrowie demokracji wymaga powstrzymania się od politycznego rewanżu, zemsty, represji wobec poprzedników. Domniemanie niewinności musi w szczególnym stopniu obejmować tych, którzy przegrali wybory i stracili władzę. Wymiar sprawiedliwości musi być wobec nich szczególnie ostrożny. Ale ostrożność to jedno, a bezkarność to całkiem co innego. Domniemanie niewinności to jedno, uniewinnienie to drugie. Mam wrażenie, że nam się to trochę przez te dwa lata zlało. Jeśli zleje się definitywnie, będzie to jedna z największych i najbardziej złowróżbnych porażek naszej demokracji i praworządności. Nie tylko dlatego, że winni nie zostaną ukarani i sprawiedliwości nie stanie się zadość.
Świat z natury nie jest sprawiedliwy, a mimo to nie najgorzej się kręci. Sęk w tym, że bezkarność wymiaru sprawiedliwości nieuchronnie prowadzi do trwałej i radykalizującej się niesprawiedliwości. Jeśli teraz nie uda się wymierzyć sprawiedliwości zdeprawowanemu wymiarowi sprawiedliwości z czasów Ziobry, następnym razem nieprawość będzie jeszcze bardziej harda i bezwstydna. Nie chciałbym wtedy być w skórze tych, którzy teraz, świętując rocznicę normalności, stoicko przymykają oczy na to, co działo się wcześniej.

Arbitraż – instytucja zwłaszcza dla elit


Marek FurtekO tym, dlaczego arbitraż nie cieszy się powszechnym zainteresowaniem przedsiębiorców, mówi Marek Furtek, prezes Sądu Arbitrażowego przy Krajowej Izbie Gospodarczej.

Pamiętam, jak w 2005 r. wchodził w życie zmieniony kodeks postępowania cywilnego. Wiele sobie po nim obiecywano, jeśli chodzi o upowszechnienie arbitrażu. Po kilku latach statystyki wpływów spraw do sądów polubownych wydają się mówić jedno: arbitraż to porażka. Czy zgadza się pan z taką tezą?

Marek Furtek: Ustawodawca w 2005 r. nie chciał uczynić arbitrażu sądownictwem powszechnym. Sąd polubowny nie miał „trafić pod strzechy”. Liczba rozpatrywanych obecnie sporów nie jest porażką. Pod względem ilościowym sądownictwo polubowne zawsze będzie zjawiskiem marginalnym w stosunku do liczby spraw cywilnych czy gospodarczych rozpoznawanych przez sądy powszechne.

Dobrze, ale jak marginalnym? W KIG, w największym takim sądzie, mamy obecnie kilkaset spraw rocznie…

W najlepszych latach było ich 600 – 700, w gorszych ok. 200. W 2008 r. mieliśmy 260 spraw, w tym roku już przekroczyliśmy tę liczbę. Uważam, że to dobry wynik. Oczywiście to niewiele w porównaniu z 11 mln spraw, które trafiają do sądów powszechnych, ale też nie chodziło o to, aby zbudować konkurencyjny dla nich system. Sądownictwo polubowne jest dopełnieniem, uzupełnieniem państwowego wymiaru sprawiedliwości i spełnia swoją rolę.

Wzrostu liczby spraw w arbitrażu jednak w ostatnich latach nie było…

Widzę to inaczej. Nie sądzę, żeby zamysłem ustawodawcy było za wszelką cenę upowszechnić arbitraż w obrocie gospodarczym. Można przewrotnie powiedzieć, że w pewnych kwestiach ta nowelizacja nawet utrudnia jego rozwój.

Idea powszechności arbitrażu przyświecała raczej organizacjom przedsiębiorców. Ja się z nią nie utożsamiam. Jak powiada mec. Piotr Nowaczyk, arbitraż to sąd dla dżentelmenów, a więc zawsze w pewnym sensie instytucja elitarna.

Czyli nie zależy panu, żeby było go więcej?

Oczywiście, że zależy. Trzeba jednak pamiętać, że jeżeli liczba spraw z 400 wzrośnie do 600, to odniesiemy pełny sukces, jeżeli będzie ich 800, będzie to sukces spektakularny. Proszę pamiętać, że w Polsce już obecnie pod względem liczby spraw i wartości przedmiotu sporu sąd arbitrażowy stoi znacznie lepiej niż wszystkie pozostałe w naszym regionie.

Co jest dla niego barierą?

Informacja o zaletach arbitrażu jest słabo rozpowszechniona, zwłaszcza wśród mniejszych przedsiębiorców. Myślę, że to główny powód. Oczywiście ma też wady, które zniechęcają przedsiębiorców.

Czytaj całość wywiadu w:
Rzeczpospolita – Dobra Firma

Temida niechętnie płaci za swoje błędy


Vodpod videos no longer available.

Kwestie skandalicznie niskich odszkodowań za oczywiście niesłuszne tymczasowe aresztowanie, MacLawye® poruszał wielokrotnie. (Z najbardziej kuriozalnym przypadkiem, kiedy to sąd odwoławczy umniejszył przyznane odszkodowanie o koszty wyżywienia w areszcie).
Sprawa jest bulwersująca, zwłaszcza, że sądy przyznające odszkodowanie są „sędziami we własnej sprawie”. Wydaje się, że sprawą powinien zająć się Rzecznik Praw Obywatelskich.

Aresztować łatwo. Zasądzić odszkodowanie za niesłuszny areszt znacznie trudniej.

Aresztować jest łatwo. Zapłacić za niesłuszny areszt znacznie trudniej.

Czy w Polsce obowiązuje tajemnica adwokacka ?


W uzupełnieniu poprzedniego wpisu na portalu MacLawye®, prezentujemy artykuł Piotra Gabryela z Rzeczpospolitej.

Piotr Gabryel

Piotr Gabryel

Czy istnieje w Unii Europejskiej inne – poza Polską – państwo, w którym prokuratura podsłuchuje rozmowy adwokatów z ich klientami i w dodatku utrzymuje, że nic strasznego się nie stało, że wszystko jest w jak najlepszym porządku?

„Rz” dowiedziała się, iż ABW przekazała do prokuratury stenogramy z nagranych – na zlecenie tejże prokuratury – rozmów Wojciecha Sumlińskiego, dziennikarza podejrzewanego o udział w tzw. aferze korupcyjnej w Komisji Weryfikacyjnej WSI, z reprezentującymi jego interesy adwokatami Stanisławem Rymarem oraz Romanem Giertychem.

A śledczy zapisów tych rozmów nie zniszczyli, lecz – przeciwnie – włączyli je do akt sprawy, czyli – jak dowodzą znawcy prawa karnego – złamali artykuły 178 i 226 kodeksu postępowania karnego, zgodnie z którymi nie wolno przesłuchiwać adwokatów na okoliczność wiedzy, którą zdobyli oni od ich klientów, ani tym bardziej podsłuchiwać ich rozmów z klientami ani wiedzy tej wykorzystywać.

To reguła absolutnie elementarna. Tak elementarna, że gdyby – zdaniem profesora prawa z Uniwersytetu Warszawskiego i zarazem adwokata Piotra Kruszyńskiego – nie legitymował się nią student prawa trzeciego roku, dostałby od niego ocenę niedostateczną. To jednak nie wszystko, bowiem przeciw tym prokuratorom – zdaniem prof. Kruszyńskiego – „powinno zostać wszczęte postępowanie karne”. Jeden z obrońców Wojciecha Sumlińskiego, mecenas Rafał Kasprzyk, już zresztą rozważa złożenie zawiadomienia o uzasadnionym podejrzeniu popełnienia przestępstwa w tej sprawie.

Ale czy ktoś rzeczywiście zdecyduje się „postawić ocenę niedostateczną” prokuratorom? Inaczej mówiąc: czy ktoś odważy się wszcząć i przeprowadzić rzetelne śledztwo w tej sprawie?

Zwłaszcza po tym, jak premier Donald Tusk de facto uniewinnił wiceszefa ABW od zarzutu szafowania w prywatnym procesie stenogramami z podsłuchów rozmów dziennikarzy.

Skoro bowiem w Polsce od niedawna wolno bezkarnie łamać tajemnicę dziennikarską, to dlaczego miałoby nie być wolno bezkarnie łamać tajemnicy adwokackiej ?

Piotr Gabryel, Rzeczpospolita, 13 listopada 2009 r.

MacLawye® przypomina przepis pomieszczony w Dekrecie Naczelnika Pańśtwa z dnia 30 grudnia 1918 r. w przedmiocie statutu tymczasowego Palestry Państwa Polskiego:

Art. 8. Adwokat winien zachować tajemnicę co do wiadomości otrzymanych z tytułu wykonywania swego zawodu, i nie może być zmuszony do ich wyjawienia przed sądem lub jakąkolwiek władzą.

O jednoznaczną ochronę tajemnicy adwokackiej i tajemnicy spowiedzi


Art. 178 kodeksu postępowania karnego zakazuje przesłuchiwania w charakterze świadka obrońcy co do faktów, o których dowiedział się udzielając porady prawnej oraz duchownego co do faktów, o których dowiedział się przy spowiedzi.

Nieprzypadkowo te dwie tajemnice, tajemnica adwokacka i tajemnica spowiedzi, wymienione są (a zarazem chronione) w tym samym przepisie prawnym; wskazuje się w teorii prawa, że tym sposbem ustawodawca chciał wskazać, jaką wagę przypisuje tajemnicy adwokackiej, w pewien sposób prawnie zrównując ją z tajemnicą spowiedzi. O ile bowiem tajemnica spowiedzi jest powszechnie zrozumiała i akceptowana o tyle tajemnica adwokacka może wzbudzać społeczne wątpliwości.

W teorii prawa wskazuje się, że przepis art. 178 kodeksu postępowania karnego zawiera w sobie normy prawne skierowane nie tyle do adwokatów i duchownych pozwalające im odmówić składania zeznań w charakterze świadków, co do faktów o których dowiedzieli się – odpowiednio – przy wykonywaniu obrony albo w trakcie spowiedzi; ale przede wszystkim do organów państwa, zakazujących w ogóle przesłuchiwania w charakterze świadka obrońcy i duchownego, co do tych faktów.

Więcej nawet, zawarte w art. 178 k.k. normy prawne nie tylko nie pozwalają organom państwa przsłuchiwać w charakterze świadka adwokata bądź duchownego ale zakazują organom ścigania słuchać takich zeznań, gdyby – załóżmy teoretycznie – jakikolwiek adwokat bądź duchony sam z siebie zgłosił się do tych organów i oświadczył, że oto chce się podzielić informacjami, jakie pozyskał przy sprawowaniu funkcji obrońcy bądź, w wypadku duchownego, w trakcie spowiedzi, bo oto organy ścigania prowadzą skomplikowane śledztwo a on wszystko wie i zaraz powie. Nie wolno ! Nie wolno adwokatowi i duchownemu mówić o tych faktach; i nie wono organom ścigania wysłuchiwać takich informacji. To są standardy rozwiniętych i cywilizowanych społeczeństw; te standardy obowiązywały w Polsce także za czasów budowy jedynego słusznego ustroju – i nikt ich nie kwestionował.

Tymczasem dowiadujemy się, że w demokratycznej Polsce służby specjalne podsłuchują adwokatów.

Rozmowy dwóch adwokatów: Romana Giertycha i Stanisława Rymara są w stenogramach rozmów nagranych przez ABW. I przekazanych do prokuratury. Ta jednak – wbrew przepisom – ich nie zniszczyła – pisze „Rzeczpospolita”. [Źródło: tvn24.pl]

– Tajemnica adwokacka jest prawie równoważna z tajemnicą spowiedzi. Umieszczanie tego typu stenogramów w aktach sprawy jest zdumiewające. Jak się wydaje, mamy do czynienia nie tylko z naruszeniem szczególnie chronionej tajemnicy, ale również prawa do obrony – mówi mecenas Joanna Agacka-Indecka, prezes Naczelnej Rady Adwokackiej.

Nie wiem czy w cytowanej wypowiedzi Pani Prezes Joanny Agackiej-Indeckiej nie nastąpiło drobne „przekłamanie” redakcyjne i słówko „prawie” zastąpiło słowo „prawnie” – bo jasnym jest, jak wyżej wskazałem, że tajemnica adwokacka jest prawnie równoważna z tajemnicą spowiedzi. I jest to celowy zabieg legislacyjny ustawodawcy.

Stenogramy z rozmów mecenasów znajdują się w aktach śledztwa warszawskiej Prokuratury Apelacyjnej, w którym dziennikarz Wojciech Sumliński jest podejrzany o płatną protekcję. Adwokaci dzwonili na numer telefonu Sumlińskiego, któremu za zgodą sądu założono podsłuch. Wiceszef Prokuratury Apelacyjnej w Warszawie Robert Majewski uważa, że nic się nie stało. – Każda nagrana rozmowa musi być przedstawiona prokuratorowi, który zapoznaje się z jej treścią – stwierdza. I jednocześnie zapewnia: – Przed zakończeniem śledztwa materiały uznane m.in. za tajemnicę adwokacką zostaną zniszczone. Nie każda rozmowa z adwokatem jest objęta tajemnicą.

Otóż z taką wykłądnią zgodzić się nie można. Prokurator nie może decydować o tym, która rozmowa adwokata-obrońcy z klientem jest objęta tajemnicą a któ®a nie. Prokuratorowi nie wolno słuchać rozmowy obrońcy z klientem tak jak nie wolno mu słuchać rozmowy penitenta z duchownym – czy zgodzilibyśmy się z postulatem, aby prokurator zapoznawał się z tajemnicą konfesjonału i decydował, w którym momencie penitent wyznaje grzechy a w którym sobie jedynie plotkuje z duchownym ?

W najbliższy wtorek Naczelna Rada Adwokacka zajmie się sprawą nielegalnego (bo podsłuchiwanie rozmowy obrońcy z podejrzanym jest nielegalne) podsłuchiwania adwokatów. I mam nadzieję, że nie skończy się li tylko na podjęciu przez Naczelną radę Adwokacką stosownej uchwały wyrażającej oburzenie i protest. Skoro bowiem organa państwa nie rozumieją istoty zakazu zawartego w przepisie art. 178 kodeksu karnego, to przepis ten należy znowelizować aby stał się dla prokuratorów zrozumiały. A po nowelizacji dotychczasową treść przepisu art. 178 k.p.k. należy oznaczyć jako § 1, i dodać do tego przepisu § 2 w brzmieniu: treść rozmowy obrońcy z oskarżonym bądź podejrzanym oraz treść spowiedzi nie może być w żadnej formie środkiem dowodowym a organom ścigania zakazuje się pozyskiwania i utrwalania takich treści.

Jeśli ktoś jest odmiennego zdania, powinien sobie uświadomić, że obecna interpretacja art. 178 k.p.k przez prokuratorówdopuszcza montowanie mikrofonów w konfesjonałach.

KPK z roku 1928-go

KPK z roku 1928-go

 

MacLawye® przypomina przepis pomieszczony w Dekrecie Naczelnika Pańśtwa z dnia 30 grudnia 1918 r. w przedmiocie statutu tymczasowego Palestry Państwa Polskiego:

Art. 8. Adwokat winien zachować tajemnicę co do wiadomości otrzymanych z tytułu wykonywania swego zawodu, i nie może być zmuszony do ich wyjawienia przed sądem lub jakąkolwiek władzą.

Powyższy przepis uzupełniał art. 102 kodeksu postępowania karnego z 1928 r. który stanowił, że duchowny jak i adwokat z tajemnicy zwolnieni być nie mogą – i sprawa była wówczas jasna.

Zwykłe odszkodowanie wywołało sensację wśród prawników i dziennikarzy


Najzwyklejsze odszkodowanie i to niezbyt wysokie w stosunku do rozmiaru szkody (bo około miliona złotych ale wraz z odsetkami od dnia wytoczenia powództwa a proces trwał 6 lat), spowodowało sensację w świecie prawników i dziennikarzy. Onet.pl krzyczy tytułem:

Gigantyczna rekompensata za błąd medyczny.

Ponad 1 milion zł rekompensat wraz z odsetkami zasądził Sąd Apelacyjny w Lublinie od szpitala w Puławach i PZU na rzecz 9-letniego Szymona F., który został kaleką wskutek błędu popełnionego w czasie porodu. Chłopiec będzie też otrzymywał przeszło 5,6 tys. zł miesięcznej renty.

Otóż jest to rekompensata nie „gigantyczna” a skromna; jednak faktem jest, że możliwe iż wyznacza nowe trendy w polityce polskich sądów. Bo istotnie kompensacyjna zasada zasądzania odszkodowań prowadziła do absurdów – odszkodowanie za rok pozbawienia wolności w kwocie 19.ooo,- zł z potrąceniem za wyżywienie w areszcie było tej zasady najbardziej szczytowym osiągnięciem.

Dopóki ci, którzy wyrządzają szkody, którzy bezkarnie pomawiają innych, lżą bądź zniesławiają, nie poczują, że polski wymiar sprawiedliwości nie waha się zasądzać wielomilionowych odszkodowań – polskie społeczeństwo nie poczuje, że jest społeczeństwem obywatelskim a zdrowie, wolność, godność człowieka i obywatela dobrem najwyżej chronionym.